Aktualności


6 marca 2016 r.

Rosyjski silnik jądrowy skróci lot na Marsa do 6 tygodni

Rosja chwali się silnikiem jądrowym dla statków kosmicznych i przekonuje, że dzięki niemu lot na Marsa będzie trwał zaledwie 6 tygodni – donosi serwis Russia Times.


Zdjęcie ilustracyjne /AFP

Rosyjska korporacja Rosatom zapewnia, że testy silnika ruszą już w 2018 roku. Jeśli potoczą się zgodnie z planem, to kosmiczne podróże czeka prawdziwy przełom, ponieważ lot na Czerwoną Planetę będzie trwał zaledwie 6 tygodni. Przy obecnych rozwiązaniach zająłby aż 18 miesięcy.

Rosja pracuje nad tą technologią od 2010 roku, ale dopiero teraz dokonano bardzo ważnego usprawnienia, dzięki któremu silnik umożliwi również manewrowanie, a nie tylko przyspieszanie.


14 lutego 2016 r.

Fale grawitacyjne namieszały w nauce. Podręczniki trzeba napisać od nowa

Czwartkowe odkrycie fal grawitacyjnych wywołało poruszenie w świecie naukowym, a już wkrótce wywoła rewolucję w astronomii. Rozwój tej dziedziny może doprowadzić do napisania od nowa podręczników astronomii, a na rynek wprowadzić wyrafinowane nowinki technologiczne. Spokojnie można też mówić o Nagrodzie Nobla dla odkrywców.

11 lutego świat obiegła wiadomość o istnieniu „zmarszczek czasoprzestrzeni”, czyli fal grawitacyjnych, które są wynikiem połączenia i eksplozji czarnych dziur 1,3 mld świetlnych od nas.

– Fale grawitacyjne są konsekwencją teorii względności, którą Einstein sformułował ponad 100 lat temu. Zgodnie z tą teorią masy np. dwie gwiazdy, które obracają się wokół wspólnego środka masy będą wytwarzać fale grawitacyjne. Te fale możemy sobie wyobrazić jako zmarszczki czasoprzestrzeni dlatego, że zgonie z teorią Einsteina grawitacja ma charakter geometryczny i może być opisana jako krzywizna czasoprzestrzeni – dodaje prof. dr hab. Piotr Jaranowski z Wydziału Fizyki Uniwersytetu w Białymstoku, który brał udział w odkryciu.

Nowa dziedzina astronomii

Według naukowca to przełomowe odkrycie może zrewolucjonizować świat nauki.

– Fale grawitacyjne mają ogromne znaczenie dla rozwoju naszego rozumienia wszechświata. W czwartek powstała nowa dziedzina astronomii, którą nazywa się astronomią fal grawitacyjnych. Chodzi o to, że do tej pory astronomowie dysponowali informacjami, które docierają do ziemskich urządzeń za pomocą promieniowania elektromagnetycznego. Natomiast promieniowanie grawitacyjne jest zupełnie innym rodzajem promieniowania, które dostarcza informacji takich, których za pomocą innych metod nie da się otrzymać – wyjaśnia prof. Jaranowski.

Nagroda Nobla

W odkryciu fal grawitacyjnych brało udział ok. 1300 uczonych z całego świata, w tym 9 Polaków.

– Wkład Polaków był dość istotny. Liderem polskiej grupy był prof. Andrzej Królak z Instytutu Matematycznego PAN, który wraz ze mną był autorem metod statystycznych za pomocą których ten sygnał był wykrywalny w szumie detektora – mówi naukowiec.

Czy za odkrycie należy się Nagroda Nobla?

– Jest to całkiem prawdopodobne, dlatego że to odkrycie jest początkiem. Wierzymy, że po tym odkryciu nastąpią kolejne. Detektory fal grawitacyjnych zaczną wykrywać wiele różnych sygnałów, pochodzących od różnych bardzo ciekawych obiektów w kosmosie. I może tak na prawdę za kilka lat podręczniki astronomii trzeba będzie napisać od nowa – opowiada prof. Jaranowski.

Fale grawitacyjne w praktyce

Efektu działania fal nie zobaczymy gołym okiem, trzeba do tego bardzo czułych detektorów. Do ich budowy wykorzystano bardzo wyrafinowane technologie. Naukowiec nie ma wątpliwości, że szybko znajdą one zastosowanie poza nauką.

Ponadto dopiero rozpoczynamy badania nad falami grawitacyjnymi, a kolejne odkrycia mogą mieć praktyczne zastosowania. Podobnie było z falami elektromagnetycznymi.

– Jesteśmy u progu badań falami grawitacyjnymi i kto wie, czy następne pokolenia nie znajdą dla nich jakiś praktycznych zastosowań – mówi naukowiec.


11 lutego 2016 r.

Zauważono „zmarszczki czasoprzestrzeni”, teoria Einsteina potwierdzona. Polacy współautorami przełomu w astronomii

– Po raz pierwszy udało się zaobserwować na Ziemi fale grawitacyjne – ogłosili w czwartek polscy uczestnicy międzynarodowych badań, które pokazały, że we wrześniu przez naszą planetę przeszły zmarszczki czasoprzestrzeni, ślad kosmicznej katastrofy.

Wyniki eksperymentu ogłoszono na konferencjach odbywających się równolegle w USA i we Włoszech. Swoją zorganizowała też w Warszawie Polska Akademia Nauk. W badaniach brali udział naukowcy z kilkunastu krajów – w tym z Polski. To badacze związani z eksperymentami przy detektorach LIGO w USA oraz Virgo we Włoszech – łącznie ponad 1300 osób (w tym 15 Polaków).

To pierwszy raz

14 września ub.r. dwa detektory amerykańskiego obserwatorium LIGO oddalone od siebie o 3 tys. km (jeden w Waszyngtonie, drugi w Luizjanie) zarejestrowały niemal jednocześnie sygnał fal grawitacyjnych pochodzących ze zderzającego się układu dwóch czarnych dziur.

– To pierwsza bezpośrednia rejestracja sygnału grawitacyjnego na Ziemi – powiedział prof. Andrzej Królak z Instytutu Matematycznego PAN w Warszawie i Narodowego Centrum Badań Jądrowych. Prof. Królak jest liderem polskiej grupy naukowców uczestniczących w tym projekcie.

Naukowiec zaznaczył, że choć samo zderzenie czarnych dziur trwało krócej niż mgnienie oka i nastąpiło ponad 1 mld lat temu, to było naprawdę potężne. Prędkość, jaką czarne dziury osiągnęły tuż przed zderzeniem, to połowa prędkości światła (150 tys. km/s). Pochodząca z tej kosmicznej katastrofy fala grawitacyjna podróżowała z prędkością światła przez Wszechświat i dopiero w zeszłym roku dotarła do Ziemi.

– Sygnał, jaki zarejestrowaliśmy, trwał zaledwie 0,12 sekundy, ale był niezwykle wyraźny i zgadzał się bardzo dokładnie z modelami przewidzianymi przez ogólną teorię względności Einsteina – powiedział prof. Królak. Dotychczas odnaleziono jedynie pośrednie dowody na to, że fale grawitacyjne – przewidziane w teorii Einsteina – istnieją i że również ten punkt sławnej teorii był zgodny z prawdą.

Przełom w astronomii

– Otwiera się przed nami nowa dziedzina astronomii – astronomia fal grawitacyjnych. Jesteśmy w przełomowym momencie – zwrócił uwagę Królak. Wyjaśnił, że dalsze badania nad falami grawitacyjnymi być może rzucą światło na to, co się dzieje w czarnych dziurach.

Amerykańskie detektory, które wykryły „zmarszczki” w czasoprzestrzeni, to monumentalne interferometry laserowe. Ich tunele mają kształt litery L, a każde z ich ramion ma po 4 km długości. We wnętrzu tych ramion biegnie światło lasera. W uproszczeniu chodzi o sprawdzanie z niezwykłą precyzją (do tysięcznych średnicy protonu), czy długość jednego ramienia instalacji zmienia się w stosunku do długości drugiego ramienia. Mogłoby się wydawać, że wyniki będą zawsze takie same. A okazuje się, że nie. Przechodząca przez Ziemię fala grawitacyjna – którą ciężko wychwycić, bo na chwilę odkształca całą czasoprzestrzeń wokół nas – może się zdradzić właśnie poprzez wyniki pomiarów w interferometrze. To właśnie zaobserwowano 14 września.

– Polacy w tym projekcie nie tylko nosili halabardę, ale odegrali poważniejszą rolę – skomentował wiceprezes PAN prof. Paweł Rowiński. Jak wymienił, zadaniami Polaków w projekcie była analiza danych uzyskanych z amerykańskich detektorów LIGO, prowadzenie badań źródeł astrofizycznych fal grawitacyjnych, budowa modeli sygnałów fal grawitacyjnych oraz udział w rozbudowie detektora Virgo (to interferometr, który znajduje się we Włoszech i pracuje ramię w ramię z detektorami LIGO. Na razie przechodzi renowację, ale otwarty będzie pod koniec tego roku).

Jak powiedział Rowiński, w projekcie uczestniczyli badacze z Instytutu Matematycznego PAN, Centrum Astronomicznego im. Mikołaja Kopernika PAN, Narodowego Centrum Badań Jądrowych, a także Uniwersytetów: w Białymstoku, Mikołaja Kopernika w Toruniu, Warszawskiego, Wrocławskiego i Zielonogórskiego.

W marcu 2014 r. inny zespół naukowców badających fale grawitacyjne zaliczył sporą wpadkę i ogłosił odkrycie fal grawitacyjnych bazując na błędnych interpretacjach. Wtedy wyniki pochodziły z zupełnie innego typu badań – obserwacji mikrofalowego promieniowania tła za pomocą teleskopu BICEP2. Z czasem okazało się, że w badaniach tych jest pomyłka (nie uwzględniono pewnych istotnych czynników). Rok temu publikację publicznie odwołano.


Radość uczniów Słowaka z odkrycia fal grawitacyjnych (Tobiasz Witalis Klasa 1 „c”)


30 stycznia 2016 r.

Ogólnopolski Konkurs Galilego – Fizyka

Zapraszam uczniów gimnazjum do wzięcia udziału w Ogólnopolskim Konkursie Galileo z fizyki. Konkurs odbędzie się 07-03-2016 r. Oprócz konkursu z fizyki w dniach 02-03-2016 r. – 08-03-2016 r. odbędą się również konkursy z języka polskiego, języka angielskiego, języka niemieckiego, historii, chemii, matematyki, przyrody, biologii i geografii.

Konkurs ma formę testu składającego się z 26 pytań. Do każdego pytania podane są 4 odpowiedzi, z których jedna jest prawidłowa. Konkurs z fizyki trwa 60 minut + 10 minut sprawy organizacyjne.

Informacje ogólne
  1. Konkurs odbywa się w dniu 07-03-2016 r.
  2. Czas trwania jest przez organizatora określony i nie może być przedłużany. Konkurs z fizyki trwa 60 minut + 10 minut sprawy organizacyjne.
  3. Wymaga się, żeby uczniowie z tych samych klas siedzieli oddzielnie, aby zapobiec niesamodzielnej pracy.
  4. Nauczycielom nie wolno jest udzielać pomocy uczniom, która miałaby na celu zasugerowanie poprawnej(ych) odpowiedzi.
  5. Uczniowie na konkurs przynoszą tylko niebieskie lub czarne długopisy. Wyjątek stanowi konkurs z matematyki, na który uczestnik przynosi dodatkowo własną kartkę do obliczeń i linijkę. (Zabrania się używania kalkulatorów!).
  6. Szkolny organizator konkursu przed rozpoczęciem konkursu przy uczniach odpieczętuje kopertę z testami z odpowiedniego przedmiotu i rozda je uczestnikom. Rozda także karty odpowiedzi, które są wspólne dla wszystkich przedmiotów i klas.
  7. Istnieje możliwość odbicia na xero testów dla dodatkowych uczestników. Z przyczyn technicznych nie należy kopiować kart odpowiedzi!
Wskazówki do prawidłowego przeprowadzenia konkursu
  1. Uczeń po otrzymaniu karty odpowiedzi wpisuje na niej drukowanymi literami własne imię i nazwisko oraz nadany kod szkoły.
  2. Następnie uczeń musi zamalować kółko przy nazwie przedmiotu, z którego pisze konkurs oraz przy odpowiednim numerze klasy.
  3. Zobowiązany jest także do zakodowania swojego imienia i nazwiska. Kodowanie odbywa się poprzez zamalowanie kółka pod odpowiednią literą dla imienia w sekcji Imię, dla nazwiska w sekcji Nazwisko. Pierwszą literę imienia (nazwiska) zaznaczamy w pierwszej linii kółek, drugą w drugiej, …, szóstą w szóstej, itd.
  4. Pamiętaj!!! Wszystkie informacje na karcie odpowiedzi (tj. przedmiot, klasa, zakodowanie imienia i nazwiska uczestnika oraz prawidłowe odpowiedzi na pytania) zaznacza się poprzez ZAMALOWANIE kółek.
  5. Do każdego pytania w teście podane są 4 odpowiedzi od A do D. Uczeń po wypełnieniu testu odpowiedzi musi przenieść na kartę odpowiedzi, ponieważ to ona stanowi dokument uczestnictwa i podlega ocenie. Na karcie odpowiedzi nie dopuszcza się wprowadzania poprawek i odpowiedzi tam udzielone są ostateczne.
  6. Wszystkie poprawne odpowiedzi zaznacza się poprzez zamalowanie kółka. Kółka puste odpowiadają odpowiedziom niepoprawnym.
  7. Jeśli uczeń chce wstrzymać się od odpowiedzi na wybrane pytania zamalowuje kółko w kolumnie brak odpowiedzi.
  8. Wśród podanych do pytań odpowiedzi tylko jedna odpowiedź jest prawidłowa. Ocenie podlega każda z możliwych odpowiedzi i za poprawnie zaznaczoną odpowiedź uczestnik otrzymuje 1 punkt, a za błędnie zaznaczoną (-1) punkt.
  9. Każdy uczeń przed konkursem otrzymuje tyle punktów, ile jest pytań. Za każdą poprawnie zaznaczoną odpowiedź dopisuje się do otrzymanej sumy 1 punkt, za niepoprawnie (-1) punkt. W najgorszym więc przypadku uczeń z całego testu może otrzymać 0 punktów, w najlepszym podwoić początkowy stan punktów.
  10. Po zakończeniu pisania konkursu, każdy uczeń wkłada swoją kartę odpowiedzi do zbiorczej koperty. Po oddaniu wszystkich kart szkolny organizator konkursu w obecności uczniów zakleja kopertę.
  11. Szkolny organizator konkursu zobowiązany jest do odesłania listem poleconym zaklejonych w zbiorczej kopercie kart odpowiedzi, protokołu oraz xero odcinka wpłaty. Wysłać testy i dokonać wpłaty należy najpóźniej do dnia 09-03-2016 r.
  12. Organizator zobowiązuje się przekazać wyniki do 27-04-2016 r. (Reklamacje można składać do 30-09-2016 r. – po tym terminie materiały konkursowe ulegają zniszczeniu).
  13. Organizator zastrzega sobie prawo do przeprowadzenia dodatkowego testu sprawdzającego w przypadku wyników wskazujących na brak samodzielnej pracy uczestników konkursu, a w szczególnie rażących przypadkach dyskwalifikacji szkoły.
Uwaga!!! Błędnie wypełniona karta odpowiedzi nie może być podstawą do reklamacji.

 
 
 

Pozostałe informacje znajdziesz na stronach:
 
Zakres tematyczny
 
Arciwum


25 stycznia 2016 r.

Zaproszenie na zajęcia oraganizowane przez Politechnikę Ślaską


20 stycznia 2016 r.

Świat nauki wstrzymuje oddech. Układ Słoneczny może być bogatszy o planetę

Okazało się, że Układ Słoneczny ma najprawdopodobniej nową dziewiątą planetę. 20 stycznia dwóch naukowców ogłosiło dowody na istnienie jeszcze niewidzianego ciała niebieskiego o rozmiarach zbliżonych do Neptuna, które okrąża Słońce co 15 tys. lat.


Dziewiąta planeta Układu Słonecznego – wizualizacja

Na początku istnienia Układu Słonecznego, około 4,5 miliarda lat temu, gigantyczna planeta oddaliła się od obszaru, w którym blisko Słońca Tworzyły się planety. Spowolniona przez gaz osiedliła się na odległej eliptycznej orbicie, gdzie znajduje się do dziś.

Planeta X

Od wielu lat trwają poszukiwania Planety X, hipotetycznej planety, znajdującej się w Układzie Słonecznym. Miałaby ona być jeszcze bardziej oddalona od Słońca niż Neptun. Wszystko zaczęło się w 1821 roku, kiedy francuski astronom Alexis Bouvard opracował tablice astronomiczne zawierające precyzyjne wyznaczenie orbity Urana (którego odkryto 40 lat wcześniej). Obserwacje jednak były rozbieżne z obliczeniami i badacz doszedł do wniosku, że ruch Urana jest zaburzony przez inną planetę. Inni uczeni wyznaczyli nawet miejsce, w którym powinno znajdować się tajemnicze ciało niebieskie i w ten sposób odkryto Neptuna. Jednak po jakimś czasie uczeni doszli do wniosku, że i jego ruch jest zaburzany i uznali, że w Układzie Słonecznym istnieje jeszcze jakaś planeta.

Poszukiwania nieznanej planety rozpoczął Percival Lowell, który nadał jej słynną nazwę Planeta X. Wśród kolejnych badaczy, którzy się tym zajmowali był m.in. Clyde Tombaugh, który w 1930 roku odkrył Plutona, planetę karłowatą. Jednak badania sondy kosmicznej Voyager 2 doprowadziły do tego, że wkrótce uznano, iż Planeta X nie istnieje.

Planeta 9

Choć od dawna poszukiwana Planeta X dla niektórych była jedynie historią „wyssaną z palca”, obecnie zdaje się, że istnieje ona naprawdę. Dwóch badaczy z California Institute of Technology (Caltech) w Pasadenie w Kalifornii ma na to dowody. Nowo odkryta Planeta 9, bo tak ją nazwano, ma masę około 10 razy większą niż Ziemia, a jej orbita jest około 20 razy bardziej oddalona od Słońca niż Neptun.

– Pełne okrążenie Słońca zajęłoby tej nowej planecie od 10 do 20 tysięcy lat – twierdzą naukowcy z Caltech.

Konstantin Batygin i Mike Brown nie widzieli Planety 9, ale inne badania doprowadziły ich na jej trop. Odkryli oni, że pewne obiekty w Pasie Kuipera, obszarze Układu Słonecznego rozciągającego się za orbitą Neptuna, mają orbity, które wskazują w tym samym kierunku. Po wielu obliczeniach i symulacjach komputerowych badacze doszli do wniosku, że to planeta i jej grawitacja kształtuje orbity tych obiektów.

– Nadal istnieje dość znaczny fragment naszego Układu Słonecznego, który jest do odkrycia, co jest bardzo ekscytujące – twierdzi Brown.

To na pewno planeta

Ośrodek badawczy Caltech jest pewny, że Planeta 9 jest na tyle duża, by była prawdziwą planetą, nie tak jak Pluton, który okazał się planetą karłowatą.

– Wszyscy, którzy byli źli, że Pluton nie jest planetą, mogą być podekscytowani tym, że istnieje prawdziwa planeta, która wciąż jest do odkrycia. Teraz możemy znaleźć tę planetę i sprawić, że układ słoneczny znów będzie miał ich dziewięć – mówi Brown, który odegrał znaczną rolę w „zdetronizowaniu” Plutona.

Choć orbita Planety 9 jest dziwnie i nienaturalnie wydłużona, można ją wyśledzić przez teleskop. Badacze chcieliby sami odnaleźć nową planetę, jednak będą także zadowoleni, jeśli zrobi to ktoś inny. W końcu to oni ją odkryli i być może zainspirują kogoś do poszukiwań.


1 grudnia 2015 r.

Sonda ExoMars 2016 gotowa do drogi

Thales Alenia Space informuje, że sonda ExoMars 2016 wkrótce opuści pomieszczenia „cleanroom” w siedzibie firmy w Cannes, gdzie trwają pracę nad ostateczną integracją oraz testami systemu. Obiekt zostanie przetransportowany do kosmodromu Bajkonur. Rozpoczną się tam przygotowania do wyniesienia na orbitę, obejmujące zaopatrzenie w paliwo, finalne testy funkcjonalne oraz sparowanie z rakietą nośną. Start misji ExoMars 2016 zaplanowany jest na marzec 2016 roku.


ExoMars jest pierwszą misją w ramach eksploracyjnego programu ESA Aurora /YouTube

Misja ExoMars jest wspólnym przedsięwzięciem Europejskiej Agencji Kosmicznej (ESA) oraz Rosyjskiej Agencji Kosmicznej (Roscosmos) ze szczególną rolą Włoskiej Agencji Kosmicznej (ASI), która jest liderem projektu z ramienia państw członkowskich ESA. Włoska ASI wspólnie z Narodowym Instytutem Fizyki Nuklearnej (INFN) dostarczyła laserowy mikro-reflektor o nazwie INRRI (Instrument for landing-Roving laser Retroreflector Investigations). Program ExoMars jest realizowany przez europejskie konsorcjum przemysłowe zrzeszające 134 przedsiębiorstwa kosmiczne z państw członkowskich ESA pod przewodnictwem Thales Alenia Space Włochy.

ExoMars jest pierwszą misją w ramach eksploracyjnego programu ESA Aurora, składającą się z dwóch oddzielnych misji kosmicznych. Pierwsza, w 2016, będzie badać atmosferę Marsa i przetestuje skuteczność technologii niezbędnych do wejścia w atmosferę, opadania i lądowania. Perfekcyjne dopracowanie tych kluczowych faz jest warunkiem dalszej eksploracji Marsa. Misja w roku 2016 zapewni również przekaźniki komunikacyjne umożliwiające przekaz danych pomiędzy Ziemią a łazikami z kolejnych marsjańskich misji. Druga misja tego programu, zaplanowana na rok 2018, będzie opierać się na autonomicznym europejskim łaziku, który będzie pobierał próbki gleby na głębokości dwóch metrów, analizował ich skład chemiczny oraz parametry fizyczne i biologiczne.

Włoski oddział Thales Alenia Space jest głównym dostawcą przemysłowym ExoMars. W misji 2016 odpowiada za moduł EDM, czyli demonstrator lądowania (Entry, Descent and Landing Demonstration Module), podczas gdy Thales Alenia Space Francja zaprojektowała i zintegrowała orbiter TGO (Trace Gas Orbiter). Głównym wkładem Roscosmos, oprócz dostarczenia sprzętu, eksperymentów naukowych oraz wsparcia naziemnego, jest zbudowanie głównej części modułu lądownika ExoMars 2018, a także udostępnienie rakiety nośnej Proton dla obu misji.

Sonda, która dotrze na marsa w październiku 2016, składa się z orbitera TGO i modułu demonstratora lądowania EDM. EDM przyjął nazwę „Schiaparelli”, na cześć włoskiego astronoma Giovanniego Virginio Schiaparelliego, uważanego za jednego z najważniejszych włoskich astronomów XIX wiecznych i wiodącego badacza antycznej astronomii i historii.

„Dla Thales Alenia Space, rola lidera w wyjątkowym programie ExoMars i producenta orbitera oraz lądownika EDM służących eksploracji Marsa, jest wielkim technologicznym wyzwaniem i wyzwaniem dla możliwości umysłu ludzkiego” – powiedział Donato Amoroso, wiceprezes Thales Alenia Space. „By sprostać temu wyzwaniu, Thales Alenia Space wykorzystała ponad 40 lat doświadczenia w programach kosmicznych, w szczególności to płynące z zakończonej sukcesem misji Cassini/Huygens, która zrealizowała odważne zadanie lądowania na Tytanie, jednym z księżyców Saturna. Czerpaliśmy również z doświadczenia we wszystkich dotychczasowych europejskich projektów dedykowanych Marsowi, Wenus, komecie Czuriumow-Gierasimienko i w przyszłości Merkuremu”.


1 grudnia 2015 r.

Przebiegunowanie. Czy jest się czego bać?

W świecie naukowców krąży opinia, że Ziemia dąży do przebiegunowania, co jest następstwem słabnięcia pola magnetycznego. Ostatnio badacze odkryli, że jedynie „powraca ono do średniej”.


Oddziaływanie wiatru słonecznego na pole magnetyczne Ziemi

Gdyby nastąpiłoby przebiegunowanie, czyli zamiana miejsc biegunów północnego i południowego, Ziemia mogłaby stracić pole magnetyczne. W rezultacie Błękitna Planeta byłaby bez ochrony przed groźnym promieniowaniem słonecznym.

Brzmi strasznie. I choć niektórzy badacze twierdzą, że taki scenariusz jest możliwy, to najnowsze analizy naukowców z uniwersytetu w kanadyjskim Nowym Brunszwiku wskazują, że Ziemia nie zmierza w kierunku odwrócenia się biegunów.

Eksperci ogłaszający czarne scenariusze wyciągali wnioski z faktu, że pole magnetyczne Ziemi jest obecnie 10 procent słabsze od momentu, w którym zaczęto je badać, czyli od 1800 roku. W geologicznej przeszłości takie osłabienie poprzedzało zamianę biegunów. Jednak najnowsze badania sugerują, że osłabienie pola magnetycznego Ziemi jest czymś normalnym, a planeta jedynie dąży do „wieloletniej średniej”.

Skąd ta teza?

Specjaliści z Kanady odtworzyli wielkość pola magnetycznego na przestrzeni ostatnich pięciu milionów lat. Odkryli, że pole magnetyczne naszej planety dawniej było znacznie słabsze niż dotychczas sądzono – ustalono, że średnia moc pola magnetycznego Błękitnej Planety stanowi 60 procent wartości, jaką notujemy w dzisiejszych czasach. Wniosek stąd, że obecnie pole magnetyczne jest większe od średniej z pięciu milionów lat.

Widać słabnięcie

Naukowcy zbadali pole magnetyczne, przypatrując się skałom pochodzenia magmowego z Wysp Galapagos. Minerały budujące te skały reagują na energię magnetyczną, dlatego podczas zastygania magmy i tworzenia się kamieni stają się namagnesowane przez pole naszej planety. Z tego powodu wiemy, jaką siłę miało pole magnetyczne w odległych czasach oraz gdzie znajdowały się bieguny.

Obecnie pole magnetyczne jest stosunkowo silne, w porównaniu do zeszłych epok geologicznych. Pomaga to wyjaśnić, dlaczego ziemskie bieguny nie zamieniły się miejscami od 780 tysięcy lat. Przebiegunowanie średnio odbywa się raz na 250 tysięcy lat, a silniejsze pola są mniej skłonne do tego.

– Pole magnetyczne Ziemi po prostu wraca do długoterminowej średniej i dlatego słabnie – powiedział Dennis Kent z Uniwersytetu w New Brunswick, współautor badań. – Nie mamy się czego obawiać – dodał.


18 listopada 2015 r.

Najbardziej oddalony od Ziemi obiekt w Układzie Słonecznym

Astronomowie odkryli miniaturową planetę, która wydaje się być najodleglejszym obiektem w Układzie Słonecznym.


Pas Kuipera może skrywać tysiące miniaturowych planet/©123RF/PICSEL

O obiekcie oznaczonym jako V774101 wciąż wiadomo niewiele. Ma 500-1000 km średnicy i jest oddalony od Ziemi o ok. 16 mld km, czyli 3 razy dalej niż Pluton. Prawdopodobnie jest to planeta karłowata, ale V774101 jeszcze nie sklasyfikowano.

– Nie możemy sklasyfikować tego obiektu, bo nie znamy jego orbity. Odkryliśmy go kilka tygodni temu – powiedział Scott Sheppard z Carnegie Institution for Science.

Do tej pory najbardziej oddalonymi obiektami przypominającymi planetę w Układzie Słonecznym były Sedna i VP113. Oba obiekty są oddalone od Ziemi 80 razy bardziej niż Słońce. To i tak mniej niż V774101, który od naszej planety jest 103 razy dalej niż Słońce.

Zajmie rok zanim naukowcy dowiedzą się czy V774101 przelatuje w pobliżu Pasa Kuipera. Obszar ten zlokalizowany poza orbitą Neptuna zawiera najprawdopodobniej tysiące niezidentyfikowanych małych planet.

– Jeżeli V774101 nie znajdzie się w pobliżu Neptuna, to będziemy mieli do czynienia z obiektem,, którego orbita nie jest zakłócana przez wielkie planety. Pozwoli nam to zrozumieć dynamikę obiektów pochodzących spoza Układu Słonecznego – dodał Sheppard.

Niestety, odnalezienie wszystkich miniaturowych planet nie jest możliwe. Naukowcy porównują tego do szukania igły w stogu siana.


16 listopada 2015 r.

Samoloty będą nawigować na podstawie pulsarów

Niederlande Aerospace Laboratory (NRL) rozwija zupełnie nowy i być może przełomowy system nawigacyjny dla statków powietrznych. Ma on być oparty o detekcję pulsarów, obracających się gwiazd neutronowych, które w tym przypadku mają pełnić funkcję stałych radiolatarni.


Nawigacja za pomocą pulsarów działa podobnie jak ta z wykorzystaniem GPS/©123RF/PICSEL

Obecnie samoloty cywilne i wojskowe poruszają się przy użyciu systemów inercyjnych, które obliczają położenie samolotu na podstawie jego ruchu śledzonego od punktu startu. W użyciu są również systemy satelitarne GPS i GLONASS. Nowy system do określania pozycji statku powietrznego zakłada wykorzystanie pulsarów, których fale elektromagnetyczne docierają do Ziemi w różnych, ale stałych częstotliwościach .

Kluczową właściwością pulsarów jest to, że ich impulsy elektromagnetyczne mają unikalną i precyzyjną częstotliwość. Nawigacja za pomocą pulsarów działa podobnie jak ta z wykorzystaniem GPS, z tą tylko różnicą, że nie jest znana dokładna pozycja tych pulsarów. Lokalizacja samolotu jest oceniana na podstawie sygnałów z trzech pulsarów i zmiany częstotliwości pulsacji w związku z ruchem samolotu. Aby skorygować obliczenia, naukowcy planują wykorzystać oddzielny sygnał od pulsara i emisji z innego pulsara, która będzie wykorzystywana do korekcji czasu. Dokładność obliczeń ma być też korygowana za pomocą inercyjnych systemów nawigacyjnych.

Promieniowanie elektromagnetyczne pulsarów obejmuje dość szeroki, ustalony zakres i dociera konsekwentnie do niemal każdego punktu na Ziemi. Aby korzystać z tego systemu nawigacji nie trzeba też tworzyć nowej infrastruktury naziemnej jak ma to miejsce w przypadku wspomnianych systemów GPS i GLONASS. Zaletą korzystania z pulsarów do nawigacji jest nietykalność systemu dla intruzów. Pulsarów nie da się zakłócić, ani strącić.

Naukowcy doskonalą obecnie projekt przełomowej nawigacji i opracowują szereg rozwiązań technicznych, na przykład anten, które mogłyby być włączone do konstrukcji statków powietrznych. Trwa również rozwój coraz mniejszych i skuteczniejszych odbiorników promieniowania elektromagnetycznego emitowanego przez gwiazdy neutronowe. Niektóre zespoły pracują też nad poprawą algorytmów przetwarzania.


Kluczową właściwością pulsarów jest to, że ich impulsy elektromagnetyczne mają unikalną i precyzyjną częstotliwość /©123RF/PICSEL

Wygląda na to, że wkrótce może się pojawić nowa metoda pozycjonowania, która będzie mogła być użyta zarówno w projektach wojskowych jak i cywilnych. Być może z czasem technologia ta trafi również na rynek, bo chyba każdy chciałby mieć w aucie nawigację opartą o dokładne latarnie elektromagnetyczne jakimi są pulsary.


20 października 2015 r.

Konkursy z fizyki. Zgłoszenia do końca października

Pracownia Fizyki Pałacu Młodzieży w Katowicach zaprasza uczniów do udziału w konkursach i konferencjach naukowych, które są drogą do Międzynarodowej Konferencji Młodych Naukowców 2016. Prosimy o zapoznanie się z regulaminami konkursów.

Zgłoszenia do konkursów przyjmowane są przez specjalne formularze zgłoszeniowe na stronie www.gtguark.pl

Zgłoszenia do konkursów powinny być dokonane w następujących terminach:

  • do 27 października 2015r. – zgłoszenia na Ogólnopolską Konferencję Młodych Naukowców – zawody w języku polskim (Konkurs „Efekt Motyla”)
  • do 30 października 2015r. – zgłoszenia do XXXVIII Wojewódzkiego Drużynowego Turnieju z Fizyki o Puchar Dyrektora Pałacu Młodzieży
  • do 15 listopada 2015r. – zgłoszenia do XXII Ogólnopolskiego Konkursu na Pracę „Fizyka a Ekologia”

REGULAMINY.

Ogólnopolska Konferencja Młodych Naukowców
XXXVIII Wojewódzki Drużynowy Turniej z Fizyki o Puchar Dyrektora Pałacu Młodzieży
XXII Ogólnopolski Konkurs na Pracę „Fizyka a Ekologia


15 października 2015 r.

BARDZO WAŻNE INFORMACJE

Już w piątek będzie rozgrywana I sesja internetowego fizycznego konkursu First Step to Nobel Prize. Uczestnicy rywalizują o indeks Politechniki Łódzkiej oraz cenne nagrody rzeczowe. Jednak najważniejszym w tym konkursie jest systematyczne powtarzanie materiału do matury z fizyki. I sesja konkursu rozgrywana jest na platformie e-matura.p.lodz.pl już w piątek 16.10.2015 w godz.19.00-21.00 w domu u ucznia.

REGULAMINY

FIZYKA Regulamin fizyka
MATEMATYKA Regulamin matematyka


28 września 2015 r.

Na Marsie jest woda w stanie ciekłym. To przełomowe odkrycie.

Na Marsie istnieje słona woda w stanie ciekłym. Naukowcy z NASA poinformowali o tym w poniedziałek na specjalnej konferencji prasowej, którą poprzedziła publikacja artykułu na temat tego przełomowego odkrycia. Wszystko dzięki najnowszej bardzo szczegółowej mapie składu chemicznego powierzchni Czerwonej Planety, na której potwierdzono obecność soli.


Smugi na Marsie, które wskazują na obecność wody

Naukowcy z amerykańskiej agencji kosmicznej NASA okryli pierwszy dowód, który świadczy o istnieniu słonej wody, w stanie ciekłym na powierzchni Marsa.

Występuje ona w letnich miesiącach Czerwonej Planety.

Nie wiadomo, co jest jej źródłem

Na razie badacze nie są w stanie sprawdzić, co jest źródłem wody i jaki ma ona skład. Jednak jej odkrycie niesie wiele nadziei w związku z możliwością istnienia mikroorganizmów na powierzchni Czerwonej Planety.

– Myślałam, że nie ma już nadziei na obecność wody – mówiła Lujendra Ojha, główna autorka badań. – Jednak Mars wciąż kryje wiele tajemnic – dodaje.

Okrycie potwierdził również planetolog Alfred McEwen z Uniwersytetu w Arizonie. Jak twierdzi, na razie nie wiadomo, skąd pochodzą smugi.

Publikacja materiału

Przełomowe odkrycie opublikowano w naukowym czasopiśmie „Nature Geoscience” w poniedziałek 28 września. Poza tym tego samego dnia NASA zwołała konferencję w sprawie „rozwiązania tajemnicy” Marsa.

Poprowadzili ją Jim Green, dyrektor Nauk Planetarnych (NASA), Michael Meyer, główny naukowiec z programu Mars Exploration, Lujendra Ojha z Instytutu Technologicznego w Atlancie, Mary Beth Wilhelm z centrum NASA Ames Research, Alfred McEwen, główny badacz z High Resolution Imaging Science Experiment.

Internauci mogli zadawać pytania używając hasztagu #AskNASA.

Penetracja Czerwonej Planety

Od przesłania pierwszych zdjęć Marsa na Ziemię minęło 50 lat. W 1965 roku wykonała je sonda Mariner 4, która przeleciała w nieopodal Czerwonej Planety. Przez kolejne lata światowe agencje kosmiczne prześcigały się w próbach eksploatacji Marsa.

Na początku XXI wieku w pobliżu Marsa znalazły się już orbitery, łaziki i lądowniki, które do tej pory są trakcie misji i dostarczają cennych danych.

Po powierzchni Czerwonej Planety wędruje m.in. łazik Opportunity, który ponad 11 lat pokonał ponad 42 kilometry. Jego zadaniem jest m.in. poszukiwanie i analiza składu marsjańskich skał. W trakcie swojej misji łazik natknął się na meteoryty Heat Shield Rock, Block Island, Shelter Island, Oilean Ruaidh.

Podczas swojej wędrówki wykonał już sporą serię zdjęć, które pokazują, jak wygląda powierzchnia naszego planetarnego sąsiada.

Marsa od 6 sierpnia 2012 roku penetruje również łazik Curiosity. Misja Curiosity rozpoczęła się jeszcze w 2011 roku, kiedy to pod koniec listopada rakieta z łazikiem wystartowała z Przylądka Canaveral. Urządzenie przygląda się powierzchni Czerwonej Planety pod względem możliwości utrzymania się na niej życia organicznego. W dniu 16 kwietnia 2015 roku łazik przekroczył 10 km łącznej jazdy licząc od jego lądowania na planecie.


19 września 2015 r.

Nowe zdjęcie zachodu słońca na Plutonie odsłoniło kolejne tajemnice


Zachodzące słońce na Plutonie /NASA

Amerykańska Agencja Kosmiczna udostępniła nowe zdjęcie Plutona. Fotografia została wykonana 14 lipca przez przelatującą w pobliżu sondę New Horizons. Zdjęcie, które dotarło do Ziemi 13 września, przedstawia niesamowity krajobraz Plutona, podświetlonego przez zachodzące słońce.

– To zdjęcie sprawia, że czujesz się, jakbyś był na Plutonie – powiedział Alan Stern, badacz pracujący przy misji New Horizons. – Zdjęcie przedstawia nieznane dotąd szczegóły atmosfery, gór, lodowców i równin Plutona – dodaje.

Pogoda na Plutonie

Zapierający dech w piersi widok przedstawia obszar rozciagający się na 1 250 km. Na zdjęciu widzimy część „serca” Plutona, które otoczone jest górami lodowymi. Na obszar ten naukowcy natrafili 7 lipca. Kamera zamieszczona na New Horizons z odległości 8 mln kilometrów wykonała fotografię, na której widać różniące się odcieniami obszary. Jaśniejszy swoim kształtem przypomina serce. Naukowcy szacują, że średnica tego terenu ma średnicę 2 tys. km. Region nazwono Tombaugh na cześć odkrywcy Plutona.

Wcześniejsze dane wykazały, że atmosfera bogata jest w azot. Na najnowszym zdjęciu widać kilkanaście warstw tworzących cienką i mglistą atmosferę, sięgającą 100 km. Według badaczy na Plutonie – podobnie jak na Ziemi – może zmieniać się pogoda.

Cykl hydrologiczny na Plutonie

Naukowcy uważają, że śnieg, który znajduje się na Plutonie, w rzeczywistości jest azotowym lodem. Najnowsze zdjęcia dostarczają również dowodów na to, że na Plutonie występuje cykl hydrologiczny, podobny do tego na Ziemi. Jednak zamiast zamarzniętej wody jest azotowy lód. „Serce” Plutona zbudowane jest z tego plutonowego śniegu. Obszar ten wystawiany jest na promienie słońca. Gdy robi się cieplej, azot paruje. Następnie na powierzchnię Plutona, w okolicznych górach opada w postaci śniegu. Do „serca” powraca w postaci płynących rzek azotowego lodu.

– Nie spodziewaliśmy się, że rozpoznamy cykl hydrologiczny na Plutonie, w zewnętrznej części Układu Słonecznego – powiedział Alan Howard, geolog i geofizyk z Uniwersytetu Wirginia.

Co kryje się na Plutonie?

Te zdjęcie to tylko część tego, co jeszcze przed nami. New Horizons będzie jeszcze przez 12 miesięcy przesyłał na Ziemie dane. Kto wie, co jeszcze przed nami?

Do tej pory uważane za niedynamiczne i pozbawione aktywności ciało niebieskie bardzo podobne jest do Ziemi.


Panorama Plutona o zachodzie słońca /NASA


12 września 2015 r.

Sonda LISA Pathfinder gotowa do startu

Już wkrótce start sondy LISA Pathfinder. Ma ona pomóc naukowcom rozwikłać tajemnicę fal grawitacyjnych.


Sonda LISA Pathfinder może rozwiązać tajemnice fal grawitacyjnych /materiały prasowe

Fale grawitacyjne to przemieszczające się z prędkością światła zmarszczki w czasoprzestrzeni. Mimo iż ich istnienie przewidział 100 lat temu Albert Einstein, to o falach grawitacyjnych wciąż wiadomo niewiele. Nadal nie udało się ich bezpośrednio zarejestrować, choć wszechświat powinien być nimi wypełniony.

Fale grawitacyjne są trudne do detekcji z Ziemi, gdyż przeszkadza w tym grawitacja naszej planety. Dlatego dobrym pomysłem jest wysłanie w kosmos sondy, wyposażonej w niezwykle czułą aparaturę. LISA Pathfinder będzie w stanie wykryć różnicę w grawitacji na poziomie milionowej milionowych części metra na odcinku o długości miliona km.

Mimo iż sonda LISA Pathfinder nie została jeszcze wyniesiona na orbitę, to ESA już planuje kolejną generację kosmicznego detektora na 2034 r.


24 sierpnia 2015 r.

New Horizons – podsumowanie dotychczasowej misji

New Horizons przeleciała obok Plutona. Kilkadziesiąt godzin misji diametralnie zmieniło nasze postrzeganie tej niewielkiej planety karłowatej.


Pluton z 14 lipca 2015 roku, z odległości około 450 tysięcy km. Na środku widoczne Tombaugh Regio /NASA

19 stycznia 2006 roku sonda New Horizons rozpoczęła swój lot do Plutona, osiągając jednocześnie największą prędkość ucieczki spośród wystrzelonych przez człowieka obiektów. Zaledwie 13 miesięcy później NH przeleciała obok Jowisza, wykorzystując efekt grawitacyjny do przyspieszenia i skrócenia o lata czas przelotu do Plutona. Na dzień przelotu wyznaczono 14 lipca 2015 roku. Ostatni nieznany “ląd” w Układzie Słonecznym doczekał się w końcu uwagi ziemskich odkrywców.

Zanim jednak NH zdążyła zbliżyć się do Plutona, kosmiczny teleskop Hubble dokonał kolejnych zdumiewających odkryć. Wykryto nowe księżyce: Nix, Hydra, Kerberos oraz Styx, przy czym ostatni księżyc odkryto zaledwie trzy lata temu. To także Hubble na wiele lat określił nasze postrzeganie Plutona, jako odległej planety, pokrytej zagadkowymi plamami oraz różnicami w jasności jego powierzchni. Wizję tę zmieniła dopiero misja NH w lipcu 2015 roku.

Przez większość lotu NH była w stanie elektronicznej hibernacji, przerywanej co kilka miesięcy z uwagi na diagnostykę instrumentów pokładowych. Ostatni stan hibernacji zakończył się 7 grudnia 2014 roku w odległości 260 mln kilometrów od Plutona. Wybudzenie sondy nastąpiło bez problemów, a miesiąc później rozpoczęły się intensywne obserwacje naukowe.

Wstęp do sukcesu

Pierwsza faza obserwacji naukowych rozpoczęła się 6 stycznia 2015 roku i zakończona została 4 kwietnia. Pod jej koniec NH znajdowała się w odległości około 120 mln kilometrów od Plutona. Druga faza zbliżenia zakończyła się 23 czerwca, gdy NH była już w odległości około 26 mln kilometrów od celu. Wówczas obrazy Plutona były już znacznie lepsze od uzyskiwanych przez kosmiczny teleskop Hubble, jednak wciąż wielkość planety nie przekraczała kilkunastu pikseli. Trzecia faza zbliżenia zakończyła się 13 lipca, kiedy sonda znajdowała się w odległości około 1,2 mln kilometrów, co odpowiada trzykrotnemu dystansowi pomiędzy Ziemią a Księżycem.

Największe zbliżenie

Główna faza przelotu obok Plutona nastąpiła pomiędzy 13 a 15 lipca. Wówczas NH przebywała w odległości mniejszej niż 1,2 mln kilometrów od celu swojej misji. Moment największego zbliżenia do Plutona nastąpił 14 lipca około godziny 13:50 CEST. Wówczas sonda znalazła się 13500 kilometrów od powierzchni Plutona, 29500 kilometrów od księżyca Charona, około 22000 kilometrów od księżyca Nix i 77600 kilometrów od księżyca Hydra.

W trakcie przelotu NH nie utrzymywała kontaktu z Ziemią. Pierwszy „ping” od sondy NH, świadczący o dobrym stanie technicznym po przelocie obok Plutona, został odebrany na Ziemi ponad 13 godzin po fakcie, czyli 15 lipca tuż przed 3 rano czasu CEST (a wysłany około 4 godzin i 25 minut wcześniej). Następnie sonda przesłała na Ziemię pierwsze (skompresowane stratnie) zdjęcia oraz wyniki obserwacji.

Okazało się, że pomimo olbrzymiej odległości od Słońca i skrajnie niskich temperatur, Pluton pozostał światem aktywnym, posiadającym stosunkowo młodą, niezwykle zróżnicowaną powierzchnię, która nie zawiera dużej ilości wyraźnie zarysowanych kraterów. Innymi słowy, Pluton okazał się światem tak samo żywym, jak krążący wokół Saturna Enceladus czy Europa krążąca wokół Jowisza. Jednak należy zaznaczyć, że mechanizm utrzymujący te procesy w ruchu musi być zupełnie inny. Układ Pluton-Charon nie podlega bowiem działaniu pływów – oba ciała obiegają się wzajemnie będąc zawsze skierowane ku sobie tą samą stroną, przy czym orbita Charona jest według wszelkich dotychczasowych pomiarów kołowa.

Mechanizm napędzający żywą geologię Plutona do tej pory pozostaje nieznany, chociaż zakłada się, że może być za to odpowiedzialny relatywnie ciepły ocean wody, skrywający się pod powierzchnią planety. Może on istnieć dzięki przejęciu energii z rozpadu materiałów promieniotwórczych z jądra tej planety. Procesy geologiczne Plutona są na tyle potężne, aby być w stanie wypiętrzyć ogromne, złożone głównie z lodu wodnego, masywy górskie na wysokość przekraczającą trzy tysiące metrów.

Zdjęcia przesłane przez sondę wskazują także na występowanie przemieszczającego się materiału na powierzchni planety. Sposób jego przemieszczania jest najprawdopodobniej zbliżony do zachowania lodu wodnego, wypływającego z ziemskich lodowców. Chociaż w tak odległym miejscu Układu Słonecznego jest to lód niezwykle egzotyczny, będący głównie zestalonym azotem (ale także metanem oraz tlenkiem węgla). Tworzy on część nowo odkrytych formacji, a zwłaszcza „serce Plutona” pokryte specyficznym rodzajem lodu i śniegu, znajdujących się w regionie nazwanym Tombaugh Regio – od nazwiska odkrywcy Plutona. To właśnie Tombaugh Regio jest prawdopodobną odpowiedzią na ponad 60- letnią zagadkę jasnej plamy na Plutonie, którą dopiero misja NH była w stanie zidentyfikować, poprzez zdjęcia z odpowiednią rozdzielczością. Wszystkie zebrane przez sondę dowody wskazują na to, że przynajmniej część powierzchni Plutona ma nie więcej niż 100 milionów lat, a prawdopodobnie jest znacznie młodsza. To bardzo niewiele jak na świat, który do tej pory uważaliśmy za zastygły kawałek lodu na granicy „cywilizowanej” części Układu Słonecznego.

Interesująca jest także relacja pomiędzy młodą, jasną powierzchnią Sputnik Planum (fragment powierzchni będący częścią Tombaugh Regio), złożoną właśnie z egzotycznego lodu, a ciemniejszymi regionami Cthulhu Regio, które wydają się o wiele starsze – prawdopodobnie stanowią najstarsze struktury geologiczne na powierzchni Plutona. W rejonie granicznym pomiędzy tymi formacjami widoczne są bowiem zerodowane kratery, częściowo wypełnione jasnym materiałem. Istnienie tego zjawiska może sugerować jakiś mechanizm transmisji materiału – być może na zasadzie przemieszczającego się lodu lub innych wypływów, tworzących właśnie tego typu formację sedymentacyjną wewnątrz istniejących wcześniej zagłębień.

Kolejnym intrygującym fragmentem powierzchni są także wielokątne struktury 20-30 kilometrowej szerokości, znajdujące się na jasnej powierzchni Tombaugh Regio. Mogą one świadczyć zarówno o aktywnych procesach geologicznych występujących wewnątrz planety, które napędzają zmiany na jej powierzchni, jak i być rezultatem ochładzania się i kurczenia samej lodowej pokrywy – procesu nieco przypominającego mechanizmy funkcjonujące na Księżycu, pochodzące z czasów, gdy po uformowaniu zaczął się on powoli ochładzać.

Niezwykła atmosfera Plutona

Również atmosfera Plutona okazała się być niespodzianką, rozciągając się znacznie dalej, niż zakładały to modele matematyczne z zaćmień. Analiza tego, w jaki sposób jasność gwiazdy wygasa podczas takiego przejścia, pozwala na wyznaczenie profilu atmosferycznego badanego ciała. W przypadku Plutona, krzywa jasności gwiazdy zmieniała się relatywnie powoli, co wskazywało na istnienie pewnej atmosfery tej planety. Jej bardziej precyzyjny skład określiła misja NH – pokazując, że atmosfera wykazuje zmiany w zależności od wysokości nad powierzchnią. W najdalszych regionach składa się niemal wyłącznie z azotu, a im niżej, tym pojawiają się coraz wyraźniejsze warstwy charakterystyczne dla węglowodorów – etylenu i acetylenu – powstałe w wyniku rozpadu metanu, sublimującego z powierzchni pod wpływem promieniowania ultrafioletowego pochodzącego ze Słońca. Ten sam wiatr słoneczny kształtuje również charakterystyczny, gazowy ogon, przypominający nieco kometarny, złożony z wywiewanego z Plutona w dużych ilościach azotu. Szacuje się, że w ciągu godziny ubywa go około pięciuset ton, co jest wartością bardzo dużą dla tak niewielkiego obiektu. Dotychczasowe modele sugerowały wielkości czterokrotnie mniejsze.


Zdjęcie atmosfery Plutona, wykonane już po przelocie /NASA

Wyjaśniło się także, że choć w ostatnich latach zmierzone (obserwacyjnie z Ziemi lub z orbity) ciśnienie atmosferyczne Plutona rosło, to w momencie przelotu okazało się być znacznie niższe niż zaledwie dwa lata temu. Czy na Plutonie następuje obecnie jakaś dramatyczna zmiana, której efektem jest zmiana ciśnienia atmosferycznego?

Część z obrazów powierzchni może nawet wskazywać na występowanie wiatrów w atmosferze Plutona lub pewnej interakcji pomiędzy sublimującym materiałem z powierzchni, a wiatrem słonecznym, wytwarzającym istotne różnice w albedo powierzchni planety. Być może jest to zjawisko nieco zbliżone do tego, co zaobserwowano na powierzchni Trytona, największego księżyca Neptuna, gdzie jest to efekt kriowulkaniczny, połączony z oddziaływaniem wiatru słonecznego.

Obserwacje Charona

Sonda NH obserwowała także największy księżyc krążący wokół planety. Układ Pluton-Charon nie bez przyczyny nazywano bowiem “planetą podwójną”. Różnica mas pomiędzy tymi ciałami jest na tyle niewielka, że obiegają się wzajemnie wokół wspólnego środka masy, który wypada już w przestrzeni kosmicznej pomiędzy tymi obiektami. Misja NH mogła zatem zbadać nie tylko Plutona, ale także innego przypuszczalnego przedstawiciela obiektów Pasa Kuipera – Charona.

W porównaniu do Plutona, Charon, który jest mniej więcej o połowę od niego mniejszy, okazał się obiektem zaskakująco odmiennym, ciemniejszym, złożonym głównie z lodu wodnego i skał. Wydaje się jednak, że Charon w niektórych miejscach może mieć młodą powierzchnię, która wskazywałaby na funkcjonowanie jakichś procesów geologicznych. Być może również Charon jest obiektem nadal geologicznie aktywnym.

Nawet jeśli ta aktywność obecnie zmalała lub nawet przestała kształtować powierzchnię księżyca, to w przeszłości Charona z pewnością musiały zaistnieć procesy, które doprowadziły m.in. do powstania olbrzymich klifów, w niektórych miejscach głębokich na ponad osiem kilometrów. W tym nie aż tak głęboki, ale za to długi na 900 kilometrów wąwóz, przebiegający przez środek tego księżyca. Inną niezwykłą strukturą okazała się formacja leżąca w przypominającym nieco krater zagłębieniu powierzchni, ale będącą jednocześnie górą, którą nazwano Kubrick Mons. Powstanie tego zagadkowego tworu jest trudne do wyjaśnienia w obrębie istniejących procesów geologicznych i stanowi nie lada wyzwanie dla naukowców.


Charon – zdumiewająco odmienny w porównaniu z Plutonem /NASA

Innym ciekawym obszarem na jego powierzchni jest Mordor Macula, region o ciemniejszej barwie, który do tej pory wymyka się identyfikacji – być może jest miejscem gdzie zbiera się materiał pochodzący z Plutona, ale może to być również jakaś pozostałość basenu uderzeniowego lub jeszcze inna formacja geologiczna.

Tajemnicze księżyce

Niejako przy okazji, NH mogła także zobrazować niewielkie księżyce Plutona, o których dotychczas nie było żadnych pewnych wiadomości. Nawet ich wielkość była zagadką, ponieważ opierano się jedynie na zaobserwowanej jasności i barwie powierzchni, szukając analogii. W praktyce oznaczało to, że margines błędu dla ich wielkości był bardzo duży.

Sonda podczas przelotu przez system Plutona wykonała najlepsze jakie tylko się dało zdjęcia księżyców Nix i Hydra, z dokładnością nieosiągalną dla jakiegokolwiek urządzenia znajdującego się na Ziemi lub w bliskiej przestrzeni kosmicznej. Nix okazała się ciałem o około 25 proc. ciemniejszym od Hydry i nieco mniejszym – ma około 42 na 36 kilometrów. Prawdopodobnie na powierzchni tego księżyca istnieją kratery, a jeden z nich jest na tyle ogromny, że prawdopodobnie został zarejestrowany na zdjęciu wykonanym z odległości 165 tysięcy kilometrów, gdzie widnieje jako rozmyty obraz przypominający oko.


Księżyce Nix i Hydra /NASA

Hydra tymczasem okazała się nieznacznie większa, posiadając wymiary mniej więcej około 55 na 40 kilometrów. Ciekawostką Hydry są nieregularności w jasności jej powierzchni, co może wskazywać na różnice w materiale występującym na powierzchni tego księżyca, chociaż nie wiadomo, czy byłby to efekt powiązany z systemem Pluton-Charon, czy też może po prostu rezultat procesów, które ukształtowały Hydrę.

Pozostałe dwa małe księżyce – Styx oraz Kerberos – dotychczas nie doczekały się publikacji zdjęć wykonanych podczas fazy bliskiego przelotu. Być może nie były one priorytetem lub ich zdjęcia dopiero zostaną sprowadzone na Ziemię w kolejnych sesjach komunikacyjnych. Jednakże nawet wtedy nie należy spodziewać się rewelacji – oba obiekty są tak małe i znajdowały się na tyle daleko, że ich rejestracja byłaby bardzo trudna, a wielkość na zdjęciach byłaby formatu pojedynczych pikseli. Dla naukowców te kilka pikseli pozwoli jednak na wyznaczenie wielu podstawowych cech tych księżyców.

Zaledwie kilkadziesiąt godzin przelotu w pobliżu Plutona, a nasza wiedza o zewnętrznym Układzie Słonecznym okazała się być bardzo niepełna. Warto tu zaznaczyć, że sonda przesłała jedynie 5 proc. danych z przelotu. Reszta zostanie przesłana w ciągu najbliższych kilku lub nawet kilkunastu miesięcy na Ziemię. Jakie jeszcze niespodzianki nas czekają?


25 lipca 2015 r.

Najnowsze zdjęcia przesłane przez sondę New Horizons




Zdjęcia: NASA.


25 lipca 2015 r.

Mgła i płynące rzeki azotowego lodu na Plutonie. Są też dwa łańcuchy górskie

Przelot sondy New Horizons nad równinami lodowymi na Plutonie oraz Górami Hillary

Zdjęcia z Plutona nie przestają zadziwiać! Te, które w piątek opublikowali naukowcy z NASA, przedstawiają rozległe strefy mgły w atmosferze i stosunkowo młode „rzeki” azotowego lodu. Znaleziono także drugie pasmo górskie, którego wysokość określa się na 1,5 kilometra.

– Jeżeli chodzicie do kardiologa, to lepiej wyjdźcie z tego pokoju – zażartował główny naukowiec projektu Alan Stern otwierając konferencję prasową w siedzibie agencji NASA na przylądku Canaveral. – Mamy kilka naprawdę przyprawiających o zawrót głowy odkryć – dodał.

Mglista atmosfera

Sonda New Horizons, która 14 lipca przeleciała w odległości zaledwie 12,5 tys. km od Plutona, planety karłowatej znajdującej się na dalekich peryferiach Układu Słonecznego, nadesłała nowe zdjęcia. Widać na nich rozległe warstwy mgły w atmosferze, sięgające 160 km wysokości. Naukowcy przypuszczają, że właśnie ta mgła nadaje Plutonowi czerwonawe zabarwienie.

Obserwator stojący na powierzchni Plutona i patrzący do góry, prawdopodobnie nie zauważyłby tej mgły – powiedział Michael Summers z Uniwersytetu George Mason. W istocie sonda wykryła mgłę dopiero po oddaleniu się od Plutona, kiedy Słońce schowało się za planetę i podświetliło jej atmosferę.

Tajemnicze „rzeki lodu”

Płynące „rzeki lodu” wydają się stosunkowo młode. William McKinnon z Washington University ocenił wstępnie ich wiek na zaledwie kilkadziesiąt milionów lat. Dla porównania Pluton i Układ Słoneczny liczą sobie ok. 4,5 mld lat. Dlatego tak niedawna aktywność na powierzchni jest tym bardziej zadziwiająca – powiedział naukowiec.

Temperatura na powierzchni Plutona wynosi minus 229 st. Celsjusza, a bardzo rzadka atmosfera złożona jest głównie z azotu, metanu i tlenku węgla. W tak niskiej temperaturze lód wodny nie mógłby się nigdzie przemieszczać. Jednak zdaniem McKinnona, „rzeki” składają się z lodu azotowego, który zachowuje się w takich warunkach jak lodowce na Ziemi.

Jeziora azotowe i śnieg

Niektóre z „rzek” wypełniły – jak się wydaje kratery uderzeniowe tworząc jeziora zamarzniętego azotu. Jeden z tych kraterów jest wielkości metropolitarnego Waszyngtonu – powiedział McKinnon. Na planecie pada też prawdopodobnie azotowy śnieg.

Zdaniem naukowca, ostatnie odkrycia wydają się potwierdzać, że pod zamarzniętą skorupą planety może istnieć płynny ocean.


Rzeki azotowego lodu na Plutonie

Dwa łańcuchy górskie

Naukowcy odkryli także na Plutonie dwa łańcuchy górskie. Obydwa liczą ponad 1500 m wysokości i znajdują się w charakterystycznej, jasnej strukturze o kształcie serca. Obszar ten nazwano Tombaugh Regio na cześć odkrywcy planety, amerykańskiego astronoma Clyde’a Tombaugha. Lewej części „serca” nadano nazwę Sputnik Planum (Równina Sputnika) nawiązując do pierwszego sztucznego satelity Ziemi.

Dwa łańcuchy górskie naukowcy z NASA nazwali Hillary i Tenzing, aby upamiętnić w ten sposób Nowozelandczyka Edmunda Hillary’ego i Szerpę Tenzinga Norgay’a, którzy jako pierwsi weszli na szczyt najwyższej góry Ziemi – Mount Everestu.

Pierwszy masy górski – Hillary – specjaliści dostrzegli już na pierwszych zdjęciach, które spłynęły na Ziemię po maksymalnym zbliżeniu sondy New Horizons do Plutona. Eksperci oszacowali, że wysokość gór wynosi około 3 tysiące metrów.

Appalachy na Plutonie

Drugi łańcuch górski – Tenzing – znajduje się w południowo-zachodniej części regionu Tombaugh. Góry usytuowane są pomiędzy jasną, lodową równiną Sputnika, a ciemnym obszarem pełnym kraterów.

Szacuje się, że nowo odkryte lodowe wzniesienia sięgają na wysokość 1,5 kilometra (mniej więcej tyle samo ile amerykańskie Appalachy). Szczyty leżą około 110 km na północny zachód od gór Hillary.

Młode geologicznie

Specjaliści starają się określić wiek i pochodzenie obszarów, które okrążają wzniesienia.

– Istnieją wyraźne różnice w strukturze pomiędzy młodszymi i zamarzniętymi równinami (Równiną Sputnika – przyp. red.), a obszarem, który ma wiele kraterów, znajdującym się po drugiej stronie gór – powiedział Jeff Moore, geolog z misji New Horizons.

Równiny Sputnika zdają się być młodym obszarem pod względem geologicznym. Specjaliści szacują ich wiek na mniej niż 100 milionów lat. Wiek ciemnych terenów określa się natomiast już w miliardach lat.

Obraz dotarł na Ziemię 20 lipca

Poniższe zdjęcie wykonała kamera panchromatyczna LORRI amerykańskiej agencji kosmicznej NASA, która znajduje się na pokładzie sondy New Horizons. Datuje się je na 14 lipca, dystans jaki dzielił maszynę i Plutona, określa się na 77 tysięcy km. Obraz dotarł na Ziemię dopiero 20 lipca. Na zdjęciu widoczne są nawet niewielkie obiekty o szerokości 1 km.


Drugi łańcuch górski w „sercu” Plutona

Dalsza trasa New Horizons

Sonda, która znajduje się już w odległości ok. 7,5 mln km od Plutona, dopiero teraz zaczęła przesyłać wykonane zdjęcia i uzyskane informacje. Przekazywanie danych zajmie ponad rok.

New Horizons zmierza teraz wgłąb Pasa Kuipera, na którego obrzeżach krąży Pluton. Naukowcy przypuszczają, że może tam znajdować się przynajmniej kilka ciał niebieskich zbliżonych rozmiarami do Plutona.


21 lipca 2015 r.

To powiedziałby Nixon, gdyby pierwsi zdobywcy Księżyca z niego nie wrócili

Właśnie mija 46 lat od pierwszego lądowania na Księżycu. Jak napisał Barack Obama po śmierci Neila Armstronga, lądowanie Apollo 11 było „ludzkim osiągnięciem, które nigdy nie zostanie zapomniane”. Teraz już wiadomo jakie słowa by padły, gdyby misja się nie powiodła.


Na zdjęciu: astronauci Neil Armstrong, Michael Collins i Buzz Aldrin. Zdjęcie: NASA

21 lipca 1969 r. o godz. 4.56 czasu polskiego Neil Armstrong jako pierwszy człowiek postawił stopę na Księżycu. Wraz z drugim astronautą Edwinem Aldrinem spędził na powierzchni Srebrnego Globu ponad 21 godzin, z czego 2,5 godziny poza lądownikiem.

A co by było, gdyby astronautom nie udało się wrócić na Ziemię?

Publikacja amerykańskich archiwów narodowych zdradza, co powiedziałby wtedy ówczesny prezydent Richard Nixon.

Mowa Nixona

Mowa zaczyna się od słów:

„Los chciał, żeby ludzie, którzy wyruszyli na Księżyc, aby go w spokoju eksplorować, pozostaną tam, aby w spokoju spoczywać. Ci dzielni ludzie, Neil Armstrong i Edwin Aldrin, wiedzą, że już nie ma nadziei, abyśmy ich odzyskali. Ale wiedzą też, że ich poświęcenie dało ludzkości nadzieję”.

W dalszej części możemy przeczytać:

„W dawnych czasach ludzie, patrząc w gwiazdy, widzieli w konstelacjach swoich herosów. W dzisiejszych czasach robimy tak samo, jednak nasi herosi są epickimi bohaterami z krwi i kości”.

Mowa została napisana przez Williama Safire’a, który później został felietonistą w „New York Times”.

Całość można przeczytać na stronie amerykańskiego archiwum.

Misja Apollo 11

Misja Apollo 11 była piątym z kolei lotem załogowym w ramach programu Apollo, który okazał się największym – jak dotychczas sukcesem – w historii bezpośredniej eksploracji Układu Słonecznego przez człowieka. Zakończyła też wyścig z ówczesnym ZSRR o to, kto pierwszy umieści człowieka na Księżycu i zrealizowała cel wyznaczony przez prezydenta Johna Kennedy’ego w 1961 r. W przemówieniu do Kongresu zapowiedział on wówczas, że „przed upływem obecnej dekady człowiek wyląduje na Księżycu i powróci bezpiecznie na Ziemię”.

Załogę stanowiło trzech astronautów: dowódca Neil Armstrong, pilot modułu dowodzenia (Command Module – CM) Michael Collins i pilot modułu księżycowego Lunar Module (LM) Edwin „Buzz” Aldrin. Trzeci człon serwisowy Service Module (SM) służył do zaopatrywania pozostałych w energię elektryczną i tlen. Do powrotu na Ziemię przewidziany był tylko moduł dowodzenia. Wszyscy astronauci mieli już za sobą loty na orbicie okołoziemskiej.

Trudności

Pierwsza podróż na Księżyc nie przebiegała bez trudności i niebezpieczeństw, które groziły nawet życiu astronautów. Apollo 11 wystartował z Centrum Lotów Kosmicznych im. Kennedy’ego na Merritt Island, na Florydzie, 16 lipca wyniesiony przez specjalnie skonstruowaną dla tego programu trzystopniową rakietę Saturn V.

Manewr lądowania na Księżycu okazał się wysoce ryzykowny. Po oddzieleniu się lądownika LM Eagle z Armstrongiem i Aldrinem od modułu dowodzenia komputer pokładowy kilkakrotnie wprowadzał astronautów w błąd, a ponadto sygnalizował przeciążenie zadaniami.

Improwizacja

W końcowej fazie schodzenia na powierzchnię Księżyca okazało się, że wybrane uprzednio miejsce lądowania na księżycowym stosunkowo płaskim Morzu Spokoju jest w rzeczywistości usiane głazami. Groziło to uszkodzeniem lądownika, lub nawet katastrofą.

Armstrong musiał przejąć stery i przy pomocy Aldrina, który podawał mu na bieżąco wysokość i szybkość schodzenia, zmienił miejsce lądowania i pomyślnie osadził lądownik na powierzchni 20 lipca o godz. 22.17 czasu polskiego.

Po wylądowaniu okazało się jednak, że dodatkowe manewry pochłonęły więcej paliwa niż przewidywał program. Rezerwy pozwalały na zaledwie 25 sek. pracy silnika przy starcie do drogi powrotnej. Gdyby coś poszło nie tak, Armstrong i Aldrin pozostaliby na Księżycu na pewną śmierć.

Najważniejszy krok w historii

Na szczęście start do krążącego po orbicie wokółksiężycowej modułu dowodzenia z Collinsem na pokładzie odbył się bez zakłóceń, ale zarówno astronauci podczas pobytu na Księżycu jak i kontrolerzy na Ziemi zdawali sobie sprawę z niebezpieczeństwa. Przy kolejnych misjach programu Apollo inżynierowie NASA znacznie zwiększyli ilość paliwa w lądowniku, aby zapewnić astronautom margines bezpieczeństwa.

Schodząc po drabince lądownika Lunar Module (LM) Armstrong wypowiedział słynne już zdanie: „To mały krok dla człowieka, ale wielki skok dla ludzkości”.

Po zejściu na powierzchnię Księżyca Armstrong stwierdził, że jest pokryta warstwą drobnego pyłu „przypominającego proszek”.

Armstrong i Aldrin podczas 2 godzin i 31 minut, które spędzili poza lądownikiem wykonali wiele zdjęć, przeprowadzili eksperymenty i pomiary oraz rozstawili cały zestaw aparatury naukowej. Zabrali też ze sobą łącznie 21,5 kg próbek skał księżycowych.

Ostatnia chwila grozy

Podczas startu przeżyli kolejną chwilę napięcia, kiedy Aldrin przypadkowo uszkodził klawisz przycisku systemu niezbędnego do uruchomienia silnika. Uratowali się wciskając przycisk długopisem. Dalsza podroż powrotna odbyła się już, na szczęście, bez większych zakłóceń.


20 lipca 2015 r.

Plastikowe drogi zawstydzą asfalt


(fot. chip.pl)

Pierwsze drogi wykonane z tworzyw sztucznych pojawią się być może w Rotterdamie. Holenderskie miasto jest naprawdę zainteresowane takim rozwiązaniem – i ma ku temu powody.

Argumenty przemawiające za nawierzchniami wykonanymi z tworzyw sztucznych są naprawdę przekonujące. Po pierwsze, materiał pozyskiwany będzie z recyklingu, co przy okazji pomoże rozwiązać kilka problemów związanych z ochroną środowiska. Po drugie, „plastikowe” drogi mają być około trzykrotnie trwalsze, a przy okazji odporniejsze na znacznie większy zakres temperatur – od minus 40 do plus 80 stopni Celsjusza.

Nowy typ dróg, zachwalany przez firmę VolkerWessels, która je opracowała, ma też być bardziej odporny na pękanie pod wpływem ciężaru pojazdów czy pogody. Na dodatek da się je znacznie szybciej układać, a ich struktura zawiera puste przestrzenie, idealne do położenia w nich rur czy kabli.

Wygląda na to, że pierwsze testy „w realu” odbędą się w Rotterdamie, a jeśli wypadną pomyślnie, firma VolkerWessels ma nadzieję osiągnąć pełne możliwości produkcyjne w ciągu trzech najbliższych lat.

Wygląda więc na to, że gdy będziemy dziadkami, będziemy nie tylko opowiadać naszym wnukom bajki o samochodach, którymi trzeba było samodzielnie kierować, a na dodatek jeździło się nimi po asfalcie. Asfalcie? Co to asfalt dziadku?


14 lipca 2015 r.

New Horizons najbliżej Plutona. Historyczny moment

Dla wielu to najważniejsze wydarzenie w dziejach podboju kosmosu. To pierwszy raz, kiedy ziemska maszyna zbliżyła się do tak odległego obiektu. Sondę New Horizons dzieliło od Plutona 12,5 tysiąca kilometrów.

O 13.49 czasu polskiego sonda New Horizons minęła w odległości 12 500 km Plutona. Maszyna została wysłana w kosmos prawie 10 lat temu, bo 19 stycznia 2006 roku. Od tego czasu pędziła w stronę Plutona.

Badania Plutona

Sonda nie wkroczyła w atmosferę ciała niebieskiego, ale mimo to zrobi dużo pomiarów, między innymi ciśnienia i temperatury. Zostaną również przesłane zdjęcia Plutona i jego księżyców.

Zebrane dane do Ziemi będą docierać przez 4,5 godziny. Tyle potrzebuje sygnał radiowy, aby z oddalonego o 5,9 mld km Plutona mógł dotrzeć na Błękitną Planetę.

Pluton jest większy od Eris

Ostatnie dane jakie spłynęły na Ziemię potwierdzają, że Pluton jest jednak większy od Eris. Zaraz po starcie sondy, debaty astronomów na temat rozmiarów Plutona i Eris, doprowadziły do zdegradowania Plutona z planety na planetę karłowatą. Jest to więc największy znany obiekt w pasie Kuipera (zawiera on wiele małych obiektów powstałych po procesie powstawania Układu Słonecznego, a także co najmniej trzy planety karłowate, w tym Plutona).

Większa średnica oznacza więc mniejszą gęstość. Planeta karłowata zbudowana jest z większej ilości lodu niż skał. Dokładna średnica znana będzie za kilka dni, gdy naukowcy otrzymają zdjęcia znacznie wyższej rozdzielczości.

New Horizons zbadała również polarną czapę lodową na Plutonie. Okazało się, że jest zbudowana z metanu i azotu.

#PLuton

Miłośnik astronomii Karol Wójcicki z Centrum Nauki Kopernik zaprasza na swoim fanpage’u na Facebooku na wspólne oglądanie historycznego przelotu sondy.

„Już w najbliższy wtorek między 17.20 a 19.00 zapraszam Was na SPECJALNE „Z głową w gwiazdach LIVE”! Razem ze mną i specjalnymi gośćmi będziecie mogli śledzić pierwszy w historii przelot sondy New Horizons obok Plutona!”

New Horizons to sonda, która powstała w ramach programu NASA New Frontiers (pol. Nowe Granice). Naukowcy obrali sobie za cel projektu zbadanie Plutona, jego księżyca Charona i co najmniej jednego innego obiektu Pasa Kuipera.

W przestrzeni międzyplanetarnej sonda podróżuje już prawie 10 lat (wystartowała 19 stycznia 2006 roku). W momencie rozpoczęcia misji Pluton był jeszcze planetą. Pół roku po starcie Międzynarodowa Unia Astronomiczna, po burzliwych debatach, zaklasyfikowała go jako planetę karłowatą (obiekt pośredni pomiędzy planetami a niewielkimi ciałami niebieskimi).

Pomoc grawitacyjna Jowisza

Około dwie trzecie czasu lotu sonda New Horizons spędziła w hibernacji, pokonując przestrzenie międzyplanetarne.

Podczas podróży na Plutona na sondę stale oddziaływało Słońce. Im bardziej się oddalała od centrum Układu Słonecznego, tym bardziej malała prędkość lotu. Naukowcy zaplanowali więc trajektorię tak, by wykorzystać asystę grawitacyjną Jowisza. New Horizons zbliżyła się do tej planety 28 lutego 2007 roku. Oddziaływanie Jowisza ponownie zwiększyło prędkość i znacznie skróciło czas podróży sondy do obiektu docelowego, czyli Plutona.

Będzie pracować do 2020 roku

Pomimo że misja New Horizons jest skupiona na badaniu Plutona, to na nim się nie skończy. Sonda będzie pracować do około 2020 roku. W tym czasie zbada jeszcze jeden obiekt z Pasa Kuipera, potem zamilknie.

Prochy odkrywcy Plutona

Na pokładzie sondy znajduje się specjalna płyta CD z nazwiskami 435 tys. osób, które chciały, by ich godność znalazła się na pokładzie New Horizons. Wpis na listę był darmowy. Chętni zgłaszali się przez internet. Prócz tego New Horizons ma również niewielki aluminiowy pojemnik, w którym znajdują się prochy odkrywcy Plutona Clyde’a Tombaugha, który odkrył planetę karłowatą w 1930 roku.


13 lipca 2015 r.

Co mają wspólnego Pluton i Walt Disney?

Pluton jest jednym z najodleglejszych obiektów naszego Układu Słonecznego. Dzisiaj naukowcy określają go mianem planety karłowatej. Od odkrycia (1930 r.) wciąż niewiele wiemy na jego temat. By poznać więcej faktów o Plutonie, NASA niemal 10 lat temu wysłała sondę New Horizons, której zadaniem jest zbadanie tajemniczego obiektu. Finał tej misji już jutro (14 lipca)!

Od odkrycia Plutona minęło już 85 lat. Najjaśniejszy obiekt pasa Kuipera (pas asteroid za orbitą Neptuna) został dostrzeżony w 1930 roku przez amerykańskiego astronoma Clyde’a Tombaugha.

Wtedy naukowcy zaklasyfikowali go jako dziewiątą planetę Układu Słonecznego. Jednak przez wiele lat Pluton był praktycznie niezbadany. Ze względu na dużą odległość od Ziemi (około 5.9 mld km), badacze nie mogli dokładnie określić m.in. rozmiarów, czy topografii Plutona.

Dzisiaj jest uważany przez naukowców za planetę karłowatą. 9 lat temu Międzynarodowa Unia Astronomiczna zdegradowała go ze statusu „dziewiątej” planety Układu Słonecznego. Do dziś ten fakt budzi wiele kontrowersji.

1. Planeta X

Po odkryciu Urana (1781 r.) oraz Neptuna (1846 r.) okazało się, że położenie tych planet nie zgadza się z obliczeniami naukowców. Badacze zaczęli podejrzewać, że na ruch tych obiektów po orbicie wpływa najprawdopodobniej inna planeta, który wędruje po orbicie za Neptunem. W 1915 roku amerykański przedsiębiorca, naukowiec Percival Lowell rozpoczął poszukiwania tajemniczego globu. Nadał jej nazwę Planeta X.

Kiedy w 1930 roku Clyde Tombaugh odkrył Plutona, naukowcy bardzo szybko połączyli fakty, że najprawdopodobniej to on jest Planetą X i oddziałuje na Urana i Neptuna. Jednak po jakimś czasie okazało się, że jest zbyt mały by mieć wpływ na większe globy.

Wątpliwości naukowców rozwiała sonda Voyager 2, która w pod koniec lat 80. przeleciała w pobliżu Neptuna. Okazało się, że jego masa jest o 0,5 proc. mniejsza niż wcześniej zakładano. Po uwzględnieniu dokładniejszych rozmiarów Neptuna, okazało się, że zaburzeń ruchu tej planety nie ma.

2. Planeta, czy nie?

Od odkrycia przez Clyde’a Tombaugha w 1930 roku do 2006 roku Pluton był uważany za dziewiątą, ostatnią planetę Układu Słonecznego. Naukowcy przez dłuższy czas sądzili, że jest to największy obiekt transneptunowy. Dodatkowo krąży on wokół Słońca po orbicie, w tym samym kierunku co inne planety. Wokół osi obraca się w inną stronę (z wyjątkiem Wenus i Urana).

Oszacowanie masy i średnicę Plutona było bardzo trudne. Dopiero po odkryciu jego pierwszego satelity – Charona – badaczom udało się określić ostateczne rozmiary. W trakcie obserwacji teleskopowej zakrycia tarczy przez satelitę, wyliczyli rozmiary tych odległych obiektów. Okazało się, że Pluton jest mniejszy od m.in.: Księżyca, Ganimedesa (satelita Jowisza), Tytana (satelita Saturna). Wciąż jednak był największy z obiektów transneptunowych. Jednak 5 stycznia 2005 roku odkryto Erisa (planeta karłowata), który swoją masą przewyższał Plutona.

Nowa teoria planety

24 sierpnia 2006 roku Międzynarodowa Unia Astronomiczna stworzyła nową definicję słowa „planeta”. Według nowej teorii żeby obiekt otrzymał status planety musi spełniać trzy warunki:

1. Wędrować po orbicie wokół Słońca.

2. Posiadać wystarczającą masę, by swoją grawitacją wytworzyć kształt odpowiadający równowadze hydrostatycznej (prawie kulisty).

3. Oczyścić sąsiedztwo swojej orbity z innych względnie dużych obiektów.

Ostatniego, trzeciego warunku Pluton nie spełnił. W związku z tym Międzynarodowa Unia Astronomiczna zaliczyła go do grupy planet karłowatych.

3. Nazwę nadała 11-latka

Pomysłodawczynią nazwy „Pluton”, była 11-letnia mieszkanka Oxfordu, Venieta Burney. Dziewczynka stwierdziła, że jest to bardzo odległy obiekt, na którym najprawdopodobniej jest bardzo zimno, więc powinien nosić imię od rzymskiego boga zaświatów – Plutona. Dodatkowo dwie pierwsze litery tej nazwy ( P i L) były inicjałami Percivala Lowella, który zapoczątkował poszukiwania planety karłowatej.

Nazwę jednomyślnie przyjęto. Decyzja została oficjalnie ogłoszona 1 maja 1930 roku.

4 . Orbita Plutona

Rok na Plutonie (pełne okrążenie Słońca po orbicie) trwa bardzo długo. Pełen obieg wokół naszej dziennej gwiazdy zajmuje mu 248 lat. Od momentu odkrycia planety karłowatej, nie udało się jej zrobić jeszcze całego okrążenia.

5. Pluto

Kilka miesięcy po odkryciu Plutona, na cześć odkrytej przez Amerykanina wówczas planety, w słynnych komiksach Walta Disney’a pojawił się pomarańczowy pies, z czarnymi uszkami, o imieniu Pluto.

6. Symbol Plutona

Symbolem Plutona jest monogram liter PL od inicjałów Percivala Lowella, który zapoczątkował poszukiwania planety karłowatej i wyznaczył dwa możliwe położenia tego obiektu obserwując ruch Neptuna.

7. Nowe Horyzonty

O dokładnym zbadaniu tajemniczej planety naukowcy marzyli, jeszcze przed odkryciem Plutona (1930 r.), wierząc że gdzieś za orbitą Neptuna znajduje się tajemnicza Planeta X. O potencjalnej misji naukowcy zaczęli rozmawiać pod koniec lat 80. Jednak dopiero w 2001 roku amerykańska agencja kosmiczna NASA ogłosiła, że podejmuje wzywanie i zamierza eksploatować Plutona.

W ramach programu NASA New Frontiers (pol. Nowe Granice) powstała sonda New Horizons, której celem stało się zbadanie planety karłowatej oraz jej księżyca Charona. Wystartowała 19 stycznia 2006 roku. W przestrzeni międzyplanetarnej sonda podróżuje już prawie 10 lat.

W momencie rozpoczęcia misji Pluton był jeszcze planetą. Pół roku po starcie Międzynarodowa Unia Astronomiczna, po burzliwych debatach, zaklasyfikowała go jako planetę karłowatą.

Maszyna została piątą sondą w historii, która znalazła się na trajektorii ucieczkowej z Układu Słonecznego poza orbitą Saturna. Wcześniej naszą galaktykę opuściły: Pioneer 10, Pioneer 11 i Voyager 1, Voyager 2.


W lipcu sonda New Horizons przeleci obok Plutona

8. Hibernacja

Około dwie trzecie czasu lotu sonda New Horizons spędziła w hibernacji, pokonując przestrzenie międzyplanetarne. „Zasypiała” i „budziła” się 18 razy podczas swojego lotu po trajektorii transferowej do Plutona. Najkrócej „spała” 36 dni. Najdłużej „drzemała” przez 202 dni.

Ostatnie wybudzenie (grudzień 2014) przed rozpoczęciem realizacji głównego celu misji w odległości około 260 mln km od Plutona New Horizons powitał głos angielskiego tenora Russella Watsona. Zaśpiewał sondzie piosenkę „Where My Heart Will Take Me”.

9. Piekielnie szybki pojazd

New Horizons została wystrzelona w 2006 roku z przylądka Canaveral na Florydzie. Wyniosła ją rakieta nośna Atlas V 551. Po około 47 minutach sonda opuściła okolicę naszej planety z (największą w historii) prędkością startu 16,26 km/s (58 536 km/h). By dotrzeć do Księżyca, potrzebowała zaledwie 9 godzin. Loty programu Apollo (1966-1972) na Księżyc trwały trzy doby.


Misja New Horizons trwa już prawie 10 lat

10. Asysta grawitacyjna

Ale jak pokazuje historia, to nie najszybsza prędkość jaką uzyskała sonda.

Po starcie, podczas transferu na Plutona, na sondę stale oddziaływało Słońce. Im bardziej się oddalała od centrum Układu Słonecznego, tym bardziej malała prędkość lotu. Naukowcy zaplanowali więc trajektorię tak, by wykorzystać asystę grawitacyjną Jowisza.

New Horizons zbliżyła się do Jowisza 28 lutego 2007 roku. Podczas przelotu obok tej planety, sonda uzyskała maksymalną prędkość podczas całej misji, czyli 22,85 km/h, czyli 82 260 km/h. Dzięki temu udało się skrócić czas podróży do obiektu docelowego, czyli Plutona.

11. Serce Plutona

Sonda New Horizons zbliżając się do Plutona nie próżnuje. Za pomocą specjalnej kamery LORRI (Long Range Reconnaissance Imager) przesyłała wiele zdjęć. Każde kolejne obrazowało coraz więcej szczegółów tej odległej planety karłowatej. Dzięki temu naukowcy mogli poznać m.in. topografię tego tajemniczego obiektu.

7 lipca LORRI wykonała fotografię z odległości około 8 mln kilometrów, na której widać różniące się odcieniami obszary. Ten jasny swoim kształtem przypomina serce. Naukowcy szacują, że ten obszar ma średnicę 2 tys. km.

12. Prochy w kosmosie

Na pokładzie sondy, która po raz pierwszy zbada bliżej to ciało niebieskie, znajduje się amerykański znaczek pocztowy o nominale 29 centów z 1991 r. z wizerunkiem planety i napisem „Pluton jeszcze nie zbadany” oraz dwie 25-centowe monety – jedna z Florydy, skąd sonda wystartowała 19 stycznia 2006 r. i druga ze stanu Maryland, gdzie mieszkają jej konstruktorzy i gdzie znajduje się centrum dowodzenia misji.

Sonda wiezie również dwie flagi USA oraz dwie płyty CD, na których znajdują się zdjęcia zespołu naukowców, którzy zaprojektowali i nadzorują misję oraz nazwiska 434.738 osób, które w odpowiednim czasie zgłosiły się i zarejestrowały online.

Prócz tego New Horizons ma również niewielki aluminiowy pojemnik, w którym znajdują się prochy odkrywcy Plutona Clyde’a Tombaugha, który odkrył planetę karłowatą w 1930 roku.

Córka astronoma Annette Tombaugh-Sitze oraz jej młodszy brat Alden (oboje po siedemdziesiątce) zamierzają być we wtorek 14 lipca, podczas historycznego przelotu, w centrum dowodzenia misji sondy na uniwersytecie Johnsa Hopkinsa, w Laurel, w stanie Maryland.

Ich matka i wdowa po astronomie zmarła w 2012 r. w wieku 99 lat.

– Myślę, że mój tata byłby bardzo przejęty misją New Horizons. Zresztą kto by nie był? Kiedy patrzył na Plutona przez teleskop był on zaledwie jasną plamką – powiedziała Annette.



PDF Creator    Send article as PDF