Archiwa autora: adminfizyka

Aktualności


19 sierpnia 2019 r.

Jowisz mógł pochłonąć sąsiednią planetę

Naukowcy znaleźli dowód sugerujący, że w przeszłości Jowisz zderzył się z inną planetą.


Czy Jowisz pochłonął sąsiednią planetę? To możliwe /materiały prasowe

Bazując na danych z misji Juno, naukowcy odkryli, że jądro gazowego olbrzyma jest mniej gęste niż wcześniej zakładano. Według nowo opracowanego modelu, jest to wynik kolizji Jowisza z inną planetą, która miała być ok. 10 razy większa od Ziemi. Warto jednak podkreślić, że Jowisz jest 318 razy większy od naszej planety. Tysiące symulacji przeprowadzonych przez naukowców potwierdzają, że do powstania rdzenia Jowisza powstało właśnie w ten sposób.

Jądro Jowisza zawiera od 10 do kilkudziesięciu mas ziemskich pierwiastków ciężkich (wszystkich poza wodorem i helem). Zgodnie z obowiązującymi teoriami formacji planet, powinny one osiąść w centrum planety we wczesnych stadiach formacji Jowisza. Zamiast tego, naukowcy znaleźli dowody na to, że obszary ciężkich pierwiastków sięgają prawie połowy promienia Jowisza.

– To zagadkowa obserwacja. Sugeruje to, że wydarzyło się coś, co pobudziło rdzeń. Przed uderzeniem planeta miała bardzo gęsty rdzeń otoczony atmosferą. Ale kolizja to zmieniła – powiedziała Andrea Isella, współautorka badań.

Isella była sceptyczna wobec pomysłu kolizji Jowisza z inną planetą, ponieważ szanse na to wynoszą jedną na bilion. Shang-Fei Liu z Uniwersytetu Sun Yat-sen oszacował, że istnieje co najmniej 40 proc. szans, że Jowisz “pochłonął” pobliską formującą się planetę, liczącą zaledwie kilka milionów lat.

Potrzeba kolejnych badań na potwierdzenie nowo powstałej teorii, ale wydaje się mieć ona solidne podstawy naukowe.


18 sierpnia 2019 r.

Naukowcy dokonali istotnego odkrycia w związku z przebiegunowaniem Ziemi

Zgodnie z obecnym stanem wiedzy, ziemskie pole magnetycznie odwraca się co kilkaset tysięcy lat. Ziemia w całej swojej historii wielokrotnie doświadczyła przebiegunowania, a badania w tym zakresie trwają zbyt krótko, abyśmy potrafili zrozumieć kiedy i dlaczego to zjawisko w ogóle występuje. Dla ludzkości ma to kluczowe znaczenie, gdyż zdaniem części naukowców, wkrótce może nastąpić kolejna zamiana biegunów magnetycznych.


Niektórzy naukowcy uważają, że właśnie doświadczamy wczesnych etapów przebiegunowania /materiały prasowe

Najnowsze badania, przeprowadzone przez geologa Brada Singera z Uniwersytetu Wisconsin w Madison i jego zespół wskazują, że ostatnie przebiegunowanie, które wystąpiło około 770 tysięcy lat temu, trwało co najmniej 22 tysiące lat. To kilka razy dłużej niż wcześniej sądzono. Wyniki tego badania zdają się również zaprzeczać dotychczasowym ustaleniom, według których zamiana biegunów magnetycznych Ziemi mogłaby trwać kilkadziesiąt lat.

Nowa analiza została oparta o globalne badanie przepływów lawy, osadów oceanicznych i rdzeni lodowych Antarktydy. Brad Singer i jego zespół połączył odczyty magnetyczne i datowanie radioizotopowe próbek lawy, aby odtworzyć pole magnetyczne na przestrzeni około 70 tysięcy lat, koncentrując się na przebiegunowaniu Brunhes – Matuyama. Wykazano, że zamiana biegunów trwała mniej niż 4 tysiące lat, ale poprzedzał ją długi okres niestabilności, który z kolei trwał 18 tysięcy lat.

Dane na temat przebiegunowania zostały dodatkowo potwierdzone odczytami magnetycznymi z dna morskiego, a także badaniami rdzeni lodowych z Antarktydy, w których zawarty jest beryl. Podczas zamiany biegunów, pole magnetyczne osłabia się, przez co większe ilości promieniowania uderzają w atmosferę, co z kolei przekłada się na większą ilość berylu.

Wyniki najnowszych badań zapewniają bardziej szczegółowy obraz zamiany biegunów magnetycznych. Niektórzy naukowcy uważają, że właśnie doświadczamy wczesnych etapów przebiegunowania, ponieważ pole magnetyczne słabnie i przemieszcza się. Jednak nie wszyscy są tego samego zdania. Wciąż tak naprawdę nie wiemy, jak długo może trwać proces zamiany biegunów i kiedy nastąpi kolejna zamiana biegunów. Wiemy jednak, że przebiegunowanie wywoła chaos na Ziemi, gdyż nasza cywilizacja jest wręcz uzależniona od elektroniki.


5 sierpnia 2019 r.

GEOINT Singularity: globalna sieć inwigilacji. Będą widzieć, co robisz w każdym momencie

Serwis Breaking Defense ujawnia zawartość kontrowersyjnych dokumentów, do których udało się dotrzeć dziennikarzom. Dotyczą badania na temat GEOINT Singularity. Ma to być sieć mikrosatelitów, zdolna do obserwacji każdego człowieka na Ziemi.


Tysiące satelitów będą śledzić każdy twój krok (Airbus One Web)

Zwolennicy globalnej inwigilacji mogą świętować. Josef Koller, były starszy doradca ds. Polityki Kosmicznej w Urzędzie Sekretarza Obrony USA opracował projekt, który na zawsze może odmienić życie na Ziemi. Ukrócić prywatność każdego człowieka do minimum.

GEONIT Singularity – koniec prywatności, czy bezpieczna przyszłość?

Jak wynika z dokumentów uzyskanych przez Breaking Defense, GEOINT Singularity ma być ogromną konstelacją mikrosatelitów. Urządzenia będą krążyć po niskiej orbicie Ziemi i mają być zdolne do obserwacji każdego zakamarka planety w czasie rzeczywistym. Badania są aktualnie dostępne w sieci, więc możecie sami zajrzeć do środka.

Ale przecież już tysiące satelitów krąży wokół Ziemi i ciągle nas podglądają, powiecie? Wykonują zdjęcia praktycznie całej planety, a następnie te trafiają do serwisów takich jak Google Maps, gdzie możemy je oglądać. I to jest kluczowa różnica. GEOINT Singularity ma działać w czasie rzeczywistym, a więc niczym tysiące kamer wiszących nad planetą, pozwoli obserwować każdy twój krok na żywo.

Na dostęp do danych w czasie rzeczywistym ma pozwolić rozwój sieci 5G. Dzięki jej ogromnym możliwościom będzie można przesyłać wystarczające ilości danych, aby obserwować Ziemię “na żywo”. W ten sposób każda osoba mająca dostęp do systemu GEOINT Singularity będzie mogła patrzeć, jak jedziesz do pracy, co robisz na podwórku, albo jak bawią się twoje dzieci.

Z drugiej strony – wszystko w imię bezpieczeństwa. O ile łatwiej będzie odnaleźć przestępców, morderców a przede wszystkim porywaczy i porwane osoby. Argumentów zarówno za jak i przeciw można znaleźć tysiące. Możemy debatować, ale niewiele od nas zależy.

Los GEOINT Singularity zależy w tym momencie od instytucji naukowych, organizacji chroniących prawa człowieka, ale przede wszystkim od polityków. Josef Koller, autor projektu jest powiązany z Pentagonem, więc niewykluczone iż sieć miała powstać na zlecenie właśnie tej instytucji.


14 sierpnia 2019 r.

W lodach Antarktydy znajduje się radioaktywny pył z supernowej

Jak wynika z najnowszych badań, na Antarktydzie, głęboko pod powierzchnią lodu, skrywa się radioaktywny pył, który powstał w wyniku eksplozji supernowej. Lodowy kontynent może więc dostarczyć nam wielu informacji o otoczeniu kosmicznym, w którym porusza się Układ Słoneczny.


Antarktyda może skrywać historię starożytnych supernowych. /123RF/PICSEL

Zespół naukowców z Australii, Austrii i Niemiec przetransportował około 500 kilogramów dość świeżego śniegu z letniej stacji antarktycznej Kohnen do laboratorium w Monachium. Tam rozpuszczono śnieg i pobrano z niego pył oraz mikrometeoryty. Badacze następnie spalili pył i umieścili go w akceleratorze spektrometrii mas, aby przeszukać go pod kątem konkretnych izotopów.

Szukali żelaza-60, radioaktywnego izotopu uwalnianego podczas eksplozji supernowych. Jednak żelazo-60 mogło pochodzić z innych źródeł, dlatego próbkę przeanalizowano również pod kątem występowania manganu-53, kolejnego izotopu, którego źródłem jest wysokoenergetyczne promieniowanie kosmiczne. Następnie naukowcy porównali stosunek żelaza-60 i manganu-53 do stosunku, który występowałby przy braku obecności pyłu międzygwiezdnego. Badania wykazały obecność znacznie większych ilości żelaza-60, niż oczekiwano po samym promieniowaniu kosmicznym.

Ten sam zespół wykazał wcześniej, że pobliska supernowa zdeponowała żelazo-60 w Układzie Słonecznym w ciągu ostatnich 1,5 miliona do 3 milionów lat. Jeśli pył bogaty w ten izotop nadal opada na Ziemię, oznacza to, że nasza planeta przechodzi przez chmurę pyłu, którą pozostawiła supernowa.

Dalsze badania lodu na Antarktydzie poszerzą naszą wiedzę w zakresie potężnych eksplozji gwiezdnych i dostarczą informacji o środowisku międzygwiezdnym, przez które podróżuje Ziemia, nasza gwiazda i cały Układ Słoneczny. Antarktyda może skrywać historię starożytnych supernowych.


11 sierpnia 2019 r.

Wyborcza.pl: Eksplodował silnik jądrowy. W Rosji milczenie jak po Czarnobylu

Pod Archangielskiem najprawdopodobniej eksplodował jądrowy silnik rakiety Buriewiestnik – donosi Wyborcza.pl. W wybuchu zginęło pięć osób. Rosyjskie władze mówiły o “nieistotnym wypadku przy próbach rakiety na paliwo ciekłe”.


Test rakiety z napędem nuklearnym 9M730 Buriewiestnik. Kadr z wideo Ministerstwa Obrony Federacji Rosyjskiej. /SPUTNIK Russia /East News

W czwartek w okolicach miejscowości Nionoksa w obwodzie archangielskim doszło do wybuchu. Początkowo władze uspokajały, że sprawa nie jest poważna. Jednak tego samego dnia na stronie internetowej pobliskiego miasta Siewierodwińsk na krótko pojawiło się ostrzeżenie o podwyższonym poziomie promieniowania radioaktywnego.

W Moskwie natomiast karetki z oknami osłoniętymi polietylenem transportowały przywiezionych samolotami z północy pacjentów. Ratownicy mieli na sobie kombinezony ochrony chemicznej – podaje Wyborcza.pl.

Kolejne tropy eksplozji jądrowej

Rosyjska Państwowa Korporacja Energetyki Jądrowej (Rosatom) poinformowała w sobotę, że w czasie prób nieokreślonego silnika rakietowego zginęło pięciu specjalistów z Instytutu Naukowo-Badawczego w Sarowie, gdzie konstruuje się nowe rodzaje broni jądrowej. “Tacy eksperci nie braliby udziału w testach pocisku o napędzie konwencjonalnym” – czytamy na portalu “Wyborczej”.

Ponadto amerykański ekspert Jeff Lewis zidentyfikował na zdjęciach satelitarnych z obszaru, na którym doszło do eksplozji, okręt “Sieriebrianka”.

Lewis, który pracuje w ośrodku Middlebury Institute of International Studies w Monterey, specjalizuje się w sprawach nierozprzestrzeniania broni atomowej. Okręt, który namierzył, służy do transportu paliwa jądrowego i – jak podaje naukowiec – “był używany zeszłego lata podczas prób odzyskania rozbitej SSC-X-9” [oznaczenie NATO rakiety zwanej ‘Buriewiestnik’ – przyp. red.].

We wpisie na Twitterze Lewis zasugerował powiązanie obecności statku z czwartkowym wybuchem.


Jeffrey Lewis @ArmsControlWonk: An August 8 image from @planetlabs showing the Serebryanka, a nuclear fuel carrier, near a missile test site in Russia, where an explosion and fire broke out earlier. The ship’s presence may be related to the testing of a nuclear-powered cruise missile.

Tak jak po Czarnobylu

W sobotę rosyjskie władze przyznały, że w wypadku uczestniczyła “instalacja z izotopowymi źródłami promieniowania radioaktywnego”.

“To przypomina wydarzenia z 1986 r., kiedy w pierwszych komunikatach o tragedii mowa była o ‘awarii z odrzuceniem fragmentów poza teren elektrowni’, jak oficjalne agencje nazywały eksplozję reaktora” – pisze Wyborcza.pl. Gazeta zaznacza, że podobnie jak po katastrofie w Czarnobylu, i tym razem w sprawie panuje “atmosfera kłamstw i przemilczeń”.

Cudowna broń Putina

Buriewiestnik (dosł. “zwiastun burzy”, również nazwa ptaka – petrela) to rakieta, którą Władimir Putin straszył świat w swoim dorocznym orędziu do Zgromadzenia Federalnego 1 marca 2018 roku.

Prezydent Rosji wytknął wtedy Zachodowi, że jego przywódcy lekceważyli i nie słuchali Rosji, a następnie na wielkich ekranach pokazał animacje przedstawiające rosyjskie uzbrojenie, mówiąc: “No to teraz posłuchajcie”. Putin zapewniał, że pocisk może tygodniami krążyć nisko nad ziemią i ostatecznie dotrzeć do każdego celu na świecie.

Jak podaje Wyborcza.pl, próby budowy rakiety z napędem jądrowym pojawiły się w Związku Radzieckim, podobnie jak w Stanach Zjednoczonych, już w latach 60. Sowieccy przywódcy doszli jednak do wniosku, że taka rakieta była by zbyt zawodna i niebezpieczna również dla samego ZSRR, dlatego projekt zarzucono.


10 sierpnia 2019 r.
   

Naukowcy pomyślnie teleportowali kutrit. To dotychczas najbardziej złożona jednostka informacji poddana temu eksperymentowi

Teleportacja kwantowa to technika polegająca na przeniesieniu stanu kwantowego pomiędzy dwiema cząstkami. W teorii działa to na dowolną odległość. Sukcesy w tej dziedzinie pojawiają się od 1997 roku, a ostatni eksperyment z kutritami to ważny krok naprzód w badaniach nad teleportacją.


Teleportacja

Splątanie kwantowe to stan, w którym relacja pomiędzy dwoma lub więcej układami kwantowymi jest znacznie lepiej określona niż stan jej poszczególnych części. Oznacza to, że jakakolwiek zmiana jednej cząstki będzie skutkowała natychmiastową zmianą drugiej cząstki, nawet jeżeli ta będzie w dowolnie dużej odległości.

Pomysł ten sięga czasów Einsteina i jego prac, ale dopiero w 1997 roku udało się z jego pomocą dokonać pierwszej kwantowej teleportacji zespołowi naukowców pracującemu w Austrii. Przenieśli oni informację o polaryzacji pomiędzy dwoma splątanymi fotonami. Od tego czasu naukowcy próbują dokonywać podobnych eksperymentów na coraz to bardziej skomplikowanych cząstkach i coraz większych odległościach. W 2012 roku udało się na przykład z sukcesem splątać cząstki oddalone o 143 kilometry i przekazać pomiędzy nimi informację.

Do tej pory najbardziej złożoną jednostką informacji był najmniejszy i niepodzielny kubit. To odpowiednik bitu, znanego z informatyki. Jeżeli jednak bit może przyjmować wartości 0 lub 1, tak kubit może w superpozycji przyjąć obie te wartości jednocześnie. Wciąż może przenosić jednak pojedyncze cząstki informacji. I nawet jeżeli duet naukowców Anton Zeilinger i Jian-Wei Pan w 2015 roku z sukcesem splątali i przekazali informację o dwóch stanach fotonu (jego spin i pęd), to wciąż każdy z tych stanów był binarny, czyli przyjmował jedną z zaledwie dwóch wartości.

Najbardziej złożona teleportacja

Kolejnym celem było więc przekazanie informacji bardziej złożonej – kutritu. Tak jak trit może przyjąć wartość 0, 1 lub 2, tak kutrit dowolnie operuje każdym z tych trzech stanów w swojej superpozycji. I wygląda na to, że to się udało. I to dwóm niezależnym zespołom w podobnym czasie.

Pierwszy zespół to naukowcy z University of Science and Technology of China pod przewodnictwem fizyka Guang-Can Guo. Drugim, międzynarodowym zespołem, przewodził Anton Zeilinger z Austrian Academy of Sciences. Jeden zespół opublikował wstępne wyniki 28 kwietnia, drugi – 24 czerwca. Wciąż czekamy jednak na pełną recenzję, ale wygląda na to, że w obu przypadkach mamy do czynienia z sukcesem, chociaż wątpliwości pozostają.

Aby foton stał się kutritem, naukowcy wykorzystali bardziej złożony system laserów i kryształów, który do tej pory służył im do tworzenia kubitów. Powtarzając klasyczny eksperyment z przepuszczaniem wiązki światła przez otwory, które tworzą z nich interferujące fale, da się uzyskać foton w stanie 0 lub 1 – każdy z otworów jest jednym z nich. Naukowcy dodali kolejną szczelinę, przez którą światło musiało przechodzić jednocześnie. W rezultacie otrzymujemy kutrit – system kwantowy opisany superpozycją trzech stanów, który umożliwia np. bardziej skomplikowane kodowanie przesyłanych informacji. W tej sytuacji, splątując dwa fotony, możemy teleportować pomiędzy nimi informacje nie o dwóch, a o trzech stanach.

Wciąż jednak system nie jest doskonały, a wyniki nie zawsze prawidłowe. Nie każda próba zmiany stanu drugiego fotonu kończy się powodzeniem, co ma związek z twierdzeniem Bella, ale najważniejsze, że teleportujemy coraz więcej informacji.


6 sierpnia 2019 r.

Naukowcy wkrótce rozpoczną opryski chemiczne w ramach projektu geoinżynieryjnego

Geoinżynieria, czyli modyfikacja globalnej pogody, wkrótce stanie się powszechnie akceptowanym faktem. Naukowcy z Uniwersytetu Harvarda przygotowują się do pierwszego eksperymentu, polegającego na rozpylaniu związków chemicznych w stratosferze celem ochłodzenia globalnej temperatury.


Naukowcy przygotowują się do pierwszego eksperymentu, polegającego na rozpylaniu związków chemicznych w stratosferze /123RF/PICSEL

Temat, który dotychczas był traktowany wyłącznie jako teoria spiskowa, jest właśnie przedmiotem debaty amerykańskich naukowców, którzy chcą odtworzyć efekt erupcji wulkanicznej, aby zwiększyć odbijanie promieni słonecznych. Będzie to faktycznie pierwszy tego typu oficjalny eksperyment, który odbędzie się poza laboratorium.

Pod koniec lipca naukowcy z Uniwersytetu Harvarda utworzyli zewnętrzny panel doradczy, aby zbadać potencjalne etyczne, środowiskowe i geopolityczne skutki rozpylania związków chemicznych w atmosferze Ziemi. Projekt pod nazwą ScoPEx (Stratospheric Controlled Perturbation Experiment) będzie polegał na rozpylaniu niewielkiej ilości cząsteczek węglanu wapnia na wysokości około 20 km nad poziomem morza. Naukowcy chcą tego dokonać z pomocą balonu atmosferycznego, który następnie zbada sztucznie wytworzoną chmurę.

Eksperyment został ogłoszony w 2018 roku. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, zespół naukowców przeprowadzi go już w drugiej połowie 2019 roku. Następnie odbędą się badania, aby ustalić, czy metoda odbijania promieni słonecznych celem obniżenia temperatury jest w ogóle skuteczna i bezpieczna dla klimatu.

Geoinżynieria wywołuje skrajne reakcje. Z jednej strony postrzegana jest jako konieczność w obliczu rosnących globalnych temperatur, z drugiej – pojawiają się obawy, że zabawa ziemskim klimatem może tylko pogorszyć naszą sytuację.


5 sierpnia 2019 r.

Ochotnik-B został oblatany. Ale Rosjanie ukrywają zdjęcia

Rosyjska agencja prasowa TASS poinformowała o dokonaniu oblotu prototypowej maszyny bezzałogowej S-70 Ochotnik-B. Ministerstwo Obrony Federacji Rosyjskiej przeznaczyło już 1,6 miliarda rubli (97,4 mln zł) na projekt budowy drona.


Ochotnik-b będzie pierwszym tak zaawansowanym samolotem bezzałogowym Rosji (Mil.ru)

Wedle informacji podawanych przez MOFR, a cytowanych przez TASS, Ochotnik-B miał wzbić się w powietrze około 1220 czasu lokalnego. Lot na pułapie 600 metrów miał trwać 20 minut. Przez ten czas maszyna miała dokonać serii okrążeń nad lotniskiem wojskowym.

Poza informacjami cytowanymi przez TASS, właściwie nie ma żadnych dowodów na faktyczny oblot. Rosjanie nie pokazali ani zdjęć, ani nagrań z testu S-70. Być może w ciągu kilku dni zostaną ujawnione jakieś szczegóły.

Ochotnik-B jest rozwijany już od 2011 roku. Dopiero trzy lata później szczegóły dotyczące rozwoju maszyny zostały ujawnione. I jak na razie niewiele wiadomo. Według informacji podawanych przez TASS, dron będzie mieć masę startową maksymalnie do 20000 kg. Czyli będzie to najcięższa bezzałogowa maszyna Rosji.

Prędkość maksymalna S-70/Ochotnik-B ma ograniczać się do 1000 km/h, co w teorii nie jest niesamowitym wynikiem, ale dla porównania amerykański MQ-9 Reaper osiąga zaledwie połowę tego. Jednakże ta słynna maszyna została oblatana już 18 lat temu.

Rosjanie podają także, że maszyna została stworzona z materiałów kompozytowych i posiada pokrycie antyradarowe. Mówi się też sporo o “najbardziej zaawansowanym sprzęcie rozpoznawczym” na pokładzie Ochotnik-B.


29 lipca 2019 r.

Zaskakujące odkrycie geologów. Jądro Ziemi przecieka od 2,5 miliarda lat

Najnowsze odkrycie pozwala rozstrzygnąć debatę, którą toczono od dziesięcioleci. Naukowcy zastanawiali się, czy jądro i płaszcz ziemski wymieniają między sobą materiał. Badania wreszcie potwierdziły, że najbardziej wewnętrzna część naszej planety przecieka, tj. przekazuje część swojej zawartości do pióropuszy płaszcza, a część tego materiału przedostaje się jeszcze dalej, aż do powierzchni Ziemi.


Naukowcy nie mają pewności, dlaczego rdzeń zaczął przeciekać /123RF/PICSEL

Pomocny okazał się również hafn, który jest litofilem i można go odnaleźć w bogatym w krzemian płaszczu Ziemi. Izotop hafnu Hf-182 posiada okres półtrwania równy 8,9 miliona lat i rozpada się na W-182. Oznacza to, że płaszcz powinien zawierać większe ilości W-182 niż rdzeń, a zatem stosunek izotopów W-182 i W-184 w bazaltach wysp oceanicznych mógłby wskazać na wymianę chemiczną pomiędzy rdzeniem, a źródłem pióropuszy płaszcza.

Jednak różnica w wolframie byłaby niezwykle mała i tylko kilka laboratoriów na całym świecie mogłoby wykonać taką analizę. Co więcej, rdzeń rozpoczyna się na głębokości około 2 900 km, więc zbadanie go jest niemożliwe. Dlatego naukowcy poddali analizie skały z kratonu Pilbara w zachodniej Australii oraz z wyspy Reunion i archipelagu Wysp Kerguelena w Oceanie Indyjskim. Skały te przedostają się na powierzchnię Ziemi z głębokiego płaszcza.

Ilość wolframu, zawarta w tych skałach, ujawnia wyciek z rdzenia. Na przestrzeni całego istnienia Ziemi nastąpiła duża zmiana w stosunku izotopów W-182 i W-184. Okazało się również, że najstarsze skały na Ziemi mają wyższy stosunek W-182 i W-184 niż większość współczesnych skał.


Najnowsze odkrycie może poszerzyć nasz zakres wiedzy na temat początków ziemskiego pola magnetycznego /123RF/PICSEL

Ziemia ma około 4,5 miliarda lat. Najstarsze skały płaszcza nie miały żadnych znaczących zmian w izotopach wolframu, co sugeruje, że od 4,3 miliarda do 2,7 miliarda lat temu, wymiana materiału z rdzenia do górnego płaszcza była niewielka lub zerowa. Jednak w ciągu ostatnich 2,5 miliarda lat, skład izotopu wolframu w płaszczu znacząco się zmienił.

Naukowcy nie mają pewności, dlaczego rdzeń zaczął przeciekać. Lecz najnowsze odkrycie może poszerzyć nasz zakres wiedzy na temat ewolucji rdzenia, a także początkach ziemskiego pola magnetycznego.


29 lipca 2019 r.

Nowe badania potwierdzają, że Einstein miał rację

Ogólna teoria względności Einsteina stanowi podstawę naszego pełnego zrozumienia wszechświata. Ma także swoje ograniczenia, a naukowcy testowali ją wielokrotnie w ciągu ostatnich 100 lat. Najnowsze badania opierają się na obserwacjach supermasywnej czarnej Sagittarius A*.


Wizja artystyczna gwiazdy S0-2 /materiały prasowe

Gwiazda S0-2 okrąża obiekt Sagittarius A*, który najprawdopodobniej jest supermasywną czarną dziurą, w odległości 17 mld km. Jej orbita jest stabilna, ale intensywne pole grawitacyjne powoduje przesunięcie ku czerwieni. To oznacza, że podczas obserwacji widmo gwiazdy jest bardziej czerwone.

Ostatnie bliskie przejście gwiazdy S0-2 miało miejsce w 2018 r., co potwierdziło grawitacyjne przesunięcie gwiazdy ku czerwieni. Nowe obserwacje łączą te dane z obserwacjami z 1995 r. Ich wynik jest zgodny z ogólną teorią względności Einsteina i kategorycznie wyklucza newtonowski model grawitacji.

– Einstein miał racje. Możemy absolutnie wykluczyć prawo grawitacji Newtona. Nasze obserwacje są zgodne z ogólną teorią względności Einsteina. Jego teoria ma także słabe punkty. Nie możemy wyjaśnić grawitacji wewnątrz czarnej dziury, a w pewnym momencie będziemy musieli poszukać dodatkowych wytłumaczeń, które lepiej wyjaśnią, czym jest czarna dziura – powiedziała prof. Andrea Ghez z UCLA, współautorka badań.

Śledzenie gwiazdy S0-2 przez tak długi czas dało naukowcom cenne informacje o tym, jak rozgrywa się dynamika grawitacyjna wokół czarnej dziury. Podczas kluczowego, bliskiego przejścia w maju 2018 r. zespół Ghez dokonywał pomiarów gwiazdy co cztery noce.


Albert Einstein, zdjęcie z 1931 roku /AFP

– To, co jest wyjątkowego w S0-2, to jedna pełna orbita w trzech wymiarach. To właśnie daje nam bilet wstępu do testów ogólnej teorii względności. Zapytaliśmy, jak grawitacja zachowuje się w pobliżu supermasywnej czarnej dziury i czy teoria Einsteina jest prawdziwa – powiedziała Ghez.

Co ciekawe, S0-2 nie jest jedyną gwiazdą orbitującą w pobliżu Sagittarius A*. W 2012 r. zespół Ghez odkrył S0-102, gwiazdę okrążającą czarną dziurę w odległości 11,5 lat świetlnych.


25 lipca 2019 r.

Mamy dowód na połączenie Drogi Mlecznej z inną galaktyką

Astronomowie odkryli, że Droga Mleczna połączyła się ze znacznie mniejszą galaktyką Gaia – Enceladus około 10 mld lat temu. Skutki tego zdarzenia odczuwamy do dziś.


Łącząca się galaktyka NGC 6052 /NASA

Łączenie się galaktyk jest stosunkowo powszechnym zjawiskiem we wszechświecie. Często proces ten zajmuje miliardy lat, a skutki fuzji są długotrwałe. Właśnie tak jest w przypadku połączenia Drogi Mlecznej z galaktyką Gaia-Enceladus. Naukowcom udało się określić wiek prawie 600 000 gwiazd.

Sonda Gaia zmierzyła dokładną pozycję, prędkość i kolor 150 mln gwiazd. Pozwoliło to naukowcom na określenie istnienia dwóch odrębnych populacji w halo Drogi Mlecznej – jedna o kolorze zbliżonym do niebieskiego, a druga do czerwonego.

Te dwie populacje wydają się być w tym samym wieku, co sugeruje, że zatrzymały się w rozwoju na tym samym etapie życia.

Zaskakująca jest jednak różnica w składzie chemicznym. Czerwone gwiazdy mają więcej pierwiastków ciężkich, co sugeruje, że powstały w bardziej masywnej galaktyce, prawdopodobnie protoplaście Drogi Mlecznej. Niebieskie gwiazdy pochodzą z galaktyki Gaia – Enceladus.


/123RF/PICSEL


22 lipca 2019 r.

Start misji Chandrayaan-2

Dwudziestego drugiego lipca rozpoczęła się indyjska misja księżycowa Chandrayaan-2.


Start rakiety nośnej GSLV Mk 3 ze statkiem Chandrayaan-2

Do startu rakiety GSLV Mk 3 doszło 22 lipca o godzinie 11:13 CEST. Start nastąpił z kosmodromu Sriharikota we wschodnich Indiach. Na pokładzie rakiety znalazła się indyjska misja księżycowa Chandrayaan-2.

Celem indyjskiej misji księżycowej Chandrayaan-2 jest osadzenie łazika na powierzchni Srebrnego Globu. Za miejsce lądowania wybrano “podbiegunowe” okolice bieguna południowego Księżyca, pomiędzy kraterami Manzinus C i Simpelius N (około 70 stopni szerokości południowej selenograficznej).

Projekt Chandrayaan-2 został zaakceptowany przez rząd Indii już pod koniec zeszłej dekady. W międzyczasie trwały prace rozwojowe a także (niezależnie od projektu) budowa nowej wersji rakiety GSLV (Mk 2), której pierwszy udany lot nastąpił w styczniu 2014 roku.

Początkowo cała misja miała być przeprowadzona we współpracy z rosyjską agencją Roskosmos, lecz po tym, jak w 2015 roku Rosja zasygnalizowała brak możliwości wykonania swojej części misji, czyli głównie konstrukcji łazika marsjańskiego, indyjska agencja kosmiczna ISRO zadecydowała dokończyć projekt samodzielnie.

Po tej nieudanej współpracy ISRO planowała start Chandrayaan-2 w kwietniu 2018 roku, jednakże w marcu zeszłego roku zdecydowała o opóźnieniu początku misji. Opóźnienie pozwoli na przeprowadzenie dodatkowych testów orbitera księżycowego oraz łazika. Wówczas nową datą startu misji był październik 2018. Jak się to później (w sierpniu) okazało – ten termin nie został dotrzymany i start został opóźniony “do początku 2019 roku”. ISRO także wówczas informowała o potrzebie przeprowadzenia kolejnych testów. Później pojawił się kwiecień 2019 jako data startu, jednakże ten termin też nie został dotrzymany. Ostatecznie Chandrayaan-2 wystartował 22 lipca 2019.


Prezentacja sprzętu do misji Chandrayaan 2 (czerwiec 2019) / Credits – Indyjskie Biuro Informacji

Chandrayaan-2 został wysłany na orbitę geostacjonarną transferową (GTO). Stąd sonda rozpocznie podnoszenie orbity – łącznie sześć manewrów orbitalnych. Pod koniec sierpnia nastąpi przechwycenie przez Księżyc. Lądowanie planowane jest na 7 września.

Sonda, po dotarciu do Księżyca, odłączy lądownik, który następnie wykona miękkie lądowanie w okolicach południowego bieguna Srebrnego Globu, sama zaś będzie go okrążać i mapować w wysokiej rozdzielczości. Lądownik Vikram, nazwany na cześć jednego z ojców indyjskiego programu kosmicznego – Vikrama Sarabhai, został wyposażony w precyzyjne przyrządy nawigacyjne, optyczne oraz sejsmometr. Będzie on przeprowadzał pomiary i wykonywał zdjęcia przez dwa tygodnie, jednak jego najważniejszym zadaniem jest dostarczenie na powierzchnię Księżyca łazika Pragyan, co w sanskrycie oznacza „mądrość”. Ten sześciokołowy pojazd o masie niespełna 30 kg pozyskuje energię za pomocą paneli słonecznych. Do jego zadań należy analiza chemiczna próbek pobranych z powierzchni, pomiary natężenia strumieni cząstek alfa oraz tworzenie trójwymiarowej mapy terenu. Informacje zebrane przez przyrządy na powierzchni Księżyca będą przekazywane na Ziemię przez orbiter, który będzie odgrywał rolę przekaźnika sygnału.


22 lipca 2019 r.

Archeologia. Tajemnica budowy piramid egipskich coraz bliżej odkrycia

W starożytnym kamieniołomie alabastru w Egipcie archeolodzy dokonali ciekawego odkrycia. I to zupełnie przypadkiem! Znalezisko może pomóc w rozwiązaniu jednej z największych zagadek historii, czyli w odpowiedzi na pytanie, w jaki sposób Egipcjanie zbudowali piramidy?


Egipskie piramidy przestaną skrywać tajemnicę? (Shutterstock.com)

Być może Egipcjanie posiadali bardziej wyrafinowany system transportu kamieni potrzebnych do budowy piramid, niż do tej pory sądzono. Naukowcy od dawna zastanawiali się, w jaki sposób starożytni budowniczy przenosili wielotonowe bloki i wciągali je na duże wysokości bez użycia zaawansowanych technologii.

Za najbardziej prawdopodobne uważano, że robotnicy ciągnęli specjalne sanie z ułożonymi nań kamieniami. Odkrycie w kamieniołomie na terenie stanowiska archeologicznego Hatnub na Pustyni Arabskiej może być cenną wskazówką w rozwiązaniu tej zagadki.

Egipcjanie nie wykorzystywali alabastru do budowy piramid, służył przede wszystkim jako materiał wykończeniowy i dekoracyjny. Odkrycie nie wiąże się jednak z samym materiałem, lecz z technologią, na którą brytyjscy i francuscy archeolodzy przypadkiem natknęli się w kamieniołomie Hatnub, nieopodal miasta al-Minja.

Chodzi o pochyłą rampę, której wiek oszacowano na ponad 4500 lat. Skonstruowano ją więc w tym samym okresie, kiedy Egiptem władał słynny faraon i budowniczy Cheops i kiedy powstały najsłynniejsze piramidy w okolicach Kairu.

Oszacowano, że do budowy piramidy Cheopsa wykorzystano około 2,3 miliona kamiennych bloków, z których każdy ważył od 2,5 do 15 ton. Czy rampa zapewniała ich wygodny transport?

Naukowcy znaleźli w kamieniołomie elementy starożytnej konstrukcji, która najprawdopodobniej była wykorzystywana do transportu masywnych bloków w górę. Z pewnością była częścią jakiejś większej całości. Po bokach rampy znajdowały się schody. Dla robotników, którzy ciągnęli ciężkie kamienie, stanowiły zapewne punkt oporu i zabezpieczały ładunek przed osunięciem się w dół. Po obu stronach rampy odkryto również szerokie otwory, w których prawdopodobnie umieszczano ułatwiające transport drewniane pale.

A więc robotnicy nie ciągnęli kamieni na saniach, jak do tej pory uważano, lecz stali po ich bokach i ciągnęli za linę owiniętą wokół pali. Drewniane pale nie otaczały się wokół własnej osi, a liny jedynie ślizgały się po ich powierzchni, ale ten prosty system z pewnością był ogromnym ułatwieniem pracy na budowie monumentów.


Wizualizacja transportu bloków

Naukowcy próbują teraz dociec, czy robotnicy, którzy ciągnęli za liny, stali przy wszystkich palach czy przemieszczali się po schodach w górę w miarę przesuwania kamienia. Tę technikę opisał Roland Enmarch z Uniwersytetu w Liverpoolu.

Więcej ludzi, więcej siły

– System, na który się natknęliśmy, umożliwiał jednoczesną pracę większej liczbie ludzi, co pozwalało na pomożenie siły i szybsze przesuwanie bloków – wyjaśnia Enmarch.

Naukowcy obalili również jedną z wcześniejszych teorii, według której przy budowie monumentów Egipcjanie mogli korzystać z rampy o nachyleniu około 10 stopni. Ta, której elementy znaleziono na stanowisku Hatnuba, była bardziej stroma, na co uwagę zwrócił jeden z badaczy, Yannis Gourdon z Francuskiego Instytutu Archeologii Orientalnej w Kairze. – Za pomocą specjalnych sanek, na których przewożono kamienne bloki przymocowane linami, starożytni Egipcjanie mogli wydobywać budulec z kamieniołomu alabastru po rampie nachylonej pod kątem 20 stopni lub większym – twierdzi Gourdon.


22 lipca 2019 r.

Sikorsky S-97 Raider. Śmigłowiec, który w czasie lotu przypomina myśliwiec

Śmigłowiec Sikorsky S-97 Raider został publicznie zaprezentowany dziennikarzom w Stanach Zjednoczonych. Pierwsze komentarze sugerują, że podczas lotu jest mu bliżej do myśliwca niż “klasycznego” śmigłowca.


Sikorsky S-97 Raider odbył lot pokazowy (Lockheed Martin)

Sikorsky S-97 Raider to nowy śmigłowiec, który swoimi możliwościami nie przypomina żadnej innej maszyny. Niedawno na Florydzie przygotowano dwudziestominutowy pokaz dla dziennikarzy, co stanowi odmianę od dotychczasowych informacji o testach. Jak zwraca uwagę portal Konflikty.pl, pierwsi komentujący sugerują, że podczas lotu nowej maszynie jest bliżej do myśliwca niż “klasycznego” śmigłowca.

W tym przypadku nie chodzi tylko o wygląd. Znaczenie ma też nadzwyczajna zwrotność oraz podobny dźwięk. Jak widać na nagraniu z próbnego lotu, Sikorsky S-97 Raider jest stabilną maszyną, która może wykonywać nietypowe manewry.

Potwierdzeniem tego są także słowa pilota testowego, Christiaana Corry’ego. Zwraca on uwagę, że maszyna co prawda nie jest wyposażona w systemy dostarczające paliwo i olej w locie odwróconym, ale z aerodynamicznego punktu widzenia nic nie stoi na przeszkodzie, by S-97 Raider “latał na plecach” przez cały dzień.

Imponujące są także inne manewry, które może wykonać S-97 Raider. Śmigło pchające pozwala mu poruszać się w każdym kierunku bez konieczności pochylania płaszczyzny wirników. W połączeniu z dużą zwrotnością daje to załodze szansę na dokładne śledzenie obserwowanych obiektów i przygotowanie do innych działań wojskowych.


20 lipca 2019 r.

Czy nasz świat znajduje się w bańce, która rośnie w innym wymiarze?

Od dawna wiemy, że Wszechświat rozszerza się i robi to coraz szybciej. Jednak naukowcy nie mają pojęcia dlaczego tak jest i przypuszczają, że za ten stan rzeczy może odpowiadać ciemna energia. Nowy model, przygotowany przez zespół fizyków z Uniwersytetu w Uppsali, być może pozwoli nam rozwiązać tę zagadkę.


Naukowcy uważają, że teoria strun może przewidywać istnienie takich baniek z wszechświatami. Co więcej, nowy model może wyjaśniać istnienie ciemnej energii Fot. Suvendu Giri /Innemedium.pl

Zgodnie z teorią strun, cała materia składa się z malutkich, wibrujących niczym struny obiektów. Teoria ta wymaga istnienia większej liczby wymiarów przestrzennych, niż trzy. Od wielu lat powstają modele oparte o teorię strun, które mają wyjaśniać zagadkę ciemnej energii, lecz każda z nich spotkała się z odrzuceniem.

Nowy model, opracowany przez badaczy z Uniwersytetu w Uppsali, wprowadza koncepcję rozszerzającego się Wszechświata, który znajduje się na skraju bańki, rosnącej w innym wymiarze.

Cała materia we Wszechświecie miałaby składać się z końcówek strun, rozciągających się wzdłuż dodatkowego wymiaru. Model nie wyklucza istnienia innych baniek, na których znajdują się inne wszechświaty.

Naukowcy uważają, że teoria strun może przewidywać istnienie takich baniek z wszechświatami. Co więcej, nowy model może wyjaśniać istnienie ciemnej energii. Autorzy twierdzą, że ich model przedstawia nowy, zupełnie inny obraz powstawania Wszechświata oraz jego przyszłego losu i być może pozwoli nam wypracować metody na przetestowanie teorii strun.


/123RF/PICSEL

Badanie zostało opublikowane w czasopiśmie Physical Review Letters.


17 lipca 2019 r.

Toyota, która poleci na księżyc. Toyota i Japan Aerospace Exploration Agency (JAXA) podpisały porozumienie w sprawie współpracy w międzynarodowej eksploracji kosmosu. W pierwszym etapie JAXA i Toyota będą dalej rozwijać wspólny projekt załogowego ciśnieniowego łazika z napędem na wodorowe ogniwa paliwowe.

Toyota i Japan Aerospace Exploration Agency (JAXA) podpisały porozumienie w sprawie współpracy w międzynarodowej eksploracji kosmosu. W pierwszym etapie JAXA i Toyota będą dalej rozwijać wspólny projekt załogowego ciśnieniowego łazika z napędem na wodorowe ogniwa paliwowe. Łazik ma polecieć na Księżyc w 2029 r. – poinformowała we wtorek agencja Kyodo.


Księżycowy łazik Toyoty /

Jak wskazano, zgodnie z umową, która opiewa do marca 2022 r., Toyota przy współpracy z Japońską Agencją Kosmiczną JAXA ma opracować, wyprodukować i przetestować prototyp napędzanego ogniwami paliwowymi łazika, który będzie mógł poruszać się po powierzchni Księżyca. Według agencji po zakończeniu testów w 2024 r. Toyota i JAXA rozpoczną prace nad pojazdem, który poleci w kosmos. Egzemplarz, który weźmie udział w wyprawie na Księżyc od 2027 r. będzie poddawany testom.

JAXA planuje, że łazik poleci na księżyc na pokładzie amerykańskiej rakiety w 2029 r.

Jak wynika z informacji, które firmy ujawniły w marcu br. pojazd ma być zaprojektowany tak, by astronauci mogli w nim przebywać przez jakiś czas bez skafandrów kosmicznych. To pierwsze tego typu rozwiązanie – wskazuje agencja.

Pierwsza misja załogowego łazika Toyoty i JAXA jest zaplanowana na 2029 rok. Tego rodzaju pojazd jest konieczny dla eksploracji powierzchni Księżyca z udziałem astronautów. Nawet przy ograniczonej ilości energii, która może zostać przetransportowana na Księżyc, łazik ciśnieniowy będzie miał zasięg ponad 10 000 km na powierzchni Księżyca.

– W JAXA dążymy do tego, aby Japonia jak najszerzej uczestniczyła w międzynarodowych badaniach kosmicznych zarówno na poziomie koordynacji, jak i badań nad technologiami. Chcemy, aby wiodące japońskie technologie przyczyniły się do wielotorowego rozwoju tej dziedziny. Dołączenie Toyoty do badań kosmicznych wzmacnia naszą pozycję. Załogowe łaziki z kabinami ciśnieniowymi to rozwiązanie, które odgrywa ważną rolę w szeroko zakrojonej eksploracji powierzchni Księżyca. W naszych wspólnych pracach chcemy skorzystać z ogromnych możliwości technologicznych Toyoty w dziedzinie mobilności. Jesteśmy przekonani, że przyspieszą one nasze prace nad załogowym ciśnieniowym łazikiem na ogniwa paliwowe” – powiedział Hiroshi Yamakawa, prezydent JAXA.


Księżycowy łazik Toyoty /

– Przemysł motoryzacyjny bardzo długo opierał się na lokalnym bądź narodowym patriotyzmie – na odwołaniu do własnego miasta lub własnego kraju. Jednak obecnie musimy się zmierzyć z problemami środowiskowymi o takiej skali, że bardzo ważna staje się koncepcja własnej planety. Wznosząc się ponad granice krajów i regionów, nasza branża wciąż myśli o roli, jaką ma do odegrania na całym świecie, stąd nasze aspiracje do udziału w międzynarodowych badaniach kosmicznych. Bardzo się cieszę, że w tym projekcie JAXA pokłada nadzieje w Toyocie, naszej technologii ogniw paliwowych i naszych pojazdach ze względu na ich trwałość i jakość jazdy – dodał Akio Toyoda, prezydent Toyoty.

Międzynarodowa eksploracja kosmosu ma na celu zrównoważony rozwój ludzkości dzięki rozszerzeniu przestrzeni dla ludzkiej aktywności i rozwojowi nauki. Obecnie głównymi obiektami badań są Księżyc i Mars. Aby osiągnąć założone cele tych programów, potrzebna jest koordynacja zarówno misji kosmicznych robotów, takich jak niedawne, zakończone powodzeniem przyziemienie sondy kosmicznej Hayabusa2 na asteroidzie Ryugu, jak i lotów załogowych, których przykładem są misje astronautów w ciśnieniowym łaziku na Księżycu. Wiele krajów konkuruje w dziedzinie zaawansowanych technologii do eksploracji Księżyca i Marsa, dlatego powstaje coraz więcej takich kooperatyw.

– Grawitacja Księżyca stanowi jedną szóstą grawitacji Ziemi. Powierzchnia Księżyca to trudny teren pełen kraterów, klifów i wzgórz. Jest ona także wystawiona na znacznie trudniejsze warunki pod względem promieniowania, temperatury i bardzo rozrzedzonej atmosfery. Dla szeroko zakrojonych badań Księżyca przez człowieka niezbędny jest ciśnieniowy łazik o zasięgu ponad 10 000 km. Koncepcja księżycowego środka transportu Toyoty spełnia te wymagania – wyjaśnia Koichi Wakata, wiceprezydent JAXA. – Toyota i JAXA prowadzą wspólne badania nad załogowym łazikiem od maja 2018 roku. Jesteśmy na etapie wstępnego konceptu, zidentyfikowaliśmy też problemy techniczne, z którymi musimy się zmierzyć. Podczas dalszych prac wykorzystamy technologie Toyoty i JAXA, a także wiedzę naszych specjalistów. Ciśnieniowe łaziki załogowe to ważny element badania Księżyca przez astronautów, które planujemy na lata 30. tego wieku. Zamierzamy wysłać w kosmos pierwszy taki pojazd w 2029 roku.


Księżycowy łazik Toyoty /

– Ogniwa paliwowe to czysta metoda produkcji prądu, której efektem ubocznym jest tylko woda. Dzięki wysokiej gęstości energii ogniwa bardzo dobrze nadają się do wspólnego projektu Toyoty i JAXA. Zdaniem Toyoty zrównoważony transport wymaga współistnienia wielu rozwiązań, takich jak hybrydy, hybrydy plug-in, pojazdy elektryczne na baterie i na wodorowe ogniwa paliwowe. Ogniwa paliwowe stanowią niezbędną technologię do osiągnięcia szeroko rozpowszechnionej elektryfikacji. Co więcej, ogniwa paliwowe mają zdolność ujemnej emisji. Wynika to z tego, że system oczyszcza powietrze, które pobiera do ogniw paliwowych, z zawieszonych w nim cząstek stałych. Naszym zamiarem jest wzmocnienie tej właściwości” – skomentował Shigeki Terashi, wiceprezydent Toyoty. – “Toyota jako producent pełnej gamy zelektryfikowanych samochodów chce popularyzować elektryfikację nie tylko za sprawą szerokiej oferty modeli, ale także nowoczesnych systemów i technologii. Nasze wspólne badania z JAXA to część tego programu”.


13 lipca 2019 r.

Badania kosmosu są jednoznaczne – gwiazdy, planety, a nawet całe galaktyki mają jedną wspólną cechę: wszystkie wirują wokół innych ośrodków masy. Ale jak jest z samym wszechświatem? Czy on także wiruje?

Najnowsze obserwacje sugerują, że wszechświat nie wiruje /123RF/PICSEL

Pytanie o ruch Wszechświata jest jednym z najbardziej fundamentalnych, na jakie stara się odpowiedzieć kosmologia. Naukowcy nie mają pewności, czy Wszechświat wiruje oraz ile tak naprawdę istnieje różnych wszechświatów, ale istnieją przesłanki, które sugerują nam, jaka może być odpowiedź na te pytania.

– To bardzo abstrakcyjne pytanie, podobnie jak większość kosmologii, ale naukowcy uważają, że jest to jeden ze sposobów badania podstawowych praw fizyki. Są rzeczy, których nie jesteśmy w stanie zbadać w laboratorium na Ziemi, więc używamy geometrii Wszechświata, która byłaby w stanie powiedzieć nam coś więcej o podstawowych prawach – powiedziała Tess Jaffe, astrofizyk z Uniwersytetu w Maryland.

Myśląc o podstawowej naturze Wszechświata, naukowcy wyszli z założenia, że wszechświat nie obraca się i jest izotropowy – czyli wygląda tak samo we wszystkich kierunkach. To założenie jest zgodne z równaniami Einsteina, ale nie jest przez nie wymagane.

Aby sprawdzić, czy założenia dotyczące natury Wszechświata są prawidłowe, naukowcy dokonali obserwacji mikrofalowego promieniowania tła (CMB). Jest to najstarsze światło, jakie możemy zaobserwować – emitowane zaledwie 380 000 lat po Wielkim Wybuchu – i jest skarbnicą informacji dla kosmologów badających Wszechświat.

Mikrofalowe promieniowanie tła wygląda niemal identycznie we wszystkich kierunkach, ale występują niewielkie różnice w jego temperaturze – w zakresie zaledwie tysięcznych części stopni, które mogą mieć wpływ na zawartość i geometrię Wszechświata. Badając te różnice, naukowcy są w stanie dostrzec, czy Wszechświat został w jakikolwiek sposób zmieniony, co sugerowałoby obrót lub ekspansję zwiększającą się bardziej w jednym kierunku niż w innych. Pomiary polaryzacji światła także mogą dostarczyć informacji o geometrii Wszechświata.

Przeprowadzone analizy nie wykazały żadnych dowodów na to, że Wszechświat się obraca. Nie wiruje, mimo że wszystkie obiekty, które zawiera pozostają w ciągłym ruchu.


12 lutego 2019 r.

Odkryto cząsteczki organiczne wokół wybuchającej gwiazdy

Astronomowie odkryli, że wybuchy młodej gwiazdy uwalniają złożone cząsteczki organiczne do dysku protoplanetarnego. Cząsteczki obejmują metanol, mrówczan metylu, a nawet aceton. Jest to pierwsza znana nauce obserwacja acetonu w dysku protoplanetarnym.


Wizja artystyczna związków organicznych wokół gwiazdy V883 Ori /materiały prasowe

Skład chemiczny dysku protoplanetarnego jest podobny do komet Układu Słonecznego i naukowcy mają nadzieję, że to badanie pomoże zrozumieć ewolucję związków organicznych wokół gwiazd oraz planet. Obserwowana gwiazda to V883 Ori, która znajduje się 1300 lat świetlnych od Ziemi. Jest idealnym obiektem do badań, ponieważ wybuchy, które przeżywa przesuwają jej linię śniegu, czyli region wokół protogwiazdy, poza którą dysk protoplanetarny jest w czasie formowania się planet na tyle chłodny, że następuje zestalenie wody, a także innych substancji lotnych.

Zwykle linia śniegu znajduje się w obrębie kilku j.a. (jednostka astronomiczna to odległość Ziemia-Słońce). W Układzie Słonecznym linia śniegu (wyznaczona przez kondensację wody) znajduje się w odległości ok. 5 j.a. od Słońca. Pierwszy i największy gazowy olbrzym, Jowisz znajduje się zaraz za nią (średnio ok. 5,2 j.a. od Słońca). Dla porównania, linia kondensacji tlenku węgla przebiega w pobliżu orbity Neptuna.

Zespół wykorzystał potężną macierz ALMA (Atimama Large Millimeter / submillimeter Array) i był w stanie śledzić rozkład metanolu. Cząsteczka tworzy pierścień wokół gwiazdy o promieniu 60 j.a., dwa razy większym od orbity Neptuna. Ważny jest sam kształt pierścienia. W jego wnętrzu cząsteczki organiczne są zasłonięte grubymi, zakurzonymi materiałami, które mogą prowadzić do tworzenia się planet. Na zewnątrz pozostają uwięzione w lodzie.

Naukowcy wciąż nie mają pewności jak powstało życie i czy główną rolę w jego transporcie odegrały komety zawierające cząsteczki organiczne. Odpowiedź może skrywać się wokół takich gwiazd jak V883 Ori.


12 lutego 2019 r.

Pierwsza rakieta z silnikiem z drukarki 3D

Brytyjska firma kosmiczna Orbex zaprezentowała swoją nową rakietę. Prime ma największy na świecie silnik wykonany w technologii druku 3D i jest pierwszą komercyjną rakietą do zasilania biopropanem, redukując emisję dwutlenku węgla o 90 proc. w porównaniu z tradycyjnymi paliwami.


Orbex Prime /materiały prasowe

Orbex Prime to rakieta dwustopniowa. Firma zaprezentowała drugi stopień, podczas gdy pierwszy nie był jeszcze dokończony, chociaż oczekuje się, że będzie on wielokrotnego użytku. Drugi stopień jest wykonany ze specjalnie opracowanej mieszanki włókien węglowych i aluminiowych. Został wydrukowany w całości, więc nie ma żadnych połączeń ani spawów, które mogłyby osłabić rakietę przy ekstremalnych wahaniach temperatury i ciśnienia.

Rakieta ma być o 30 proc. lżejsza i 20 proc. wydajniejsza od konkurencyjnych rozwiązań. Tego typu rakiety idealnie nadają się do wystrzeliwania nanosatelitów na orbitę Ziemi. Mianem nanosatelitów nazywa się satelity ważące mniej niż 10 kg. Coraz więcej firm inwestuje w rozwój konstelacji mniejszych satelitów zamiast budować duże jednostki.

Orbex Prime będzie latał z planowanego kosmodromu Sunderland w szkockim regionie Highlands. Pierwszy start rakiety jest szacowany na 2021 r. Satelity wznoszone na orbitę na pokładzie Prime będą uwalniane 1250 km nad Ziemią.


7 listopada 2018 r.

Pierwsze peryhelium sondy Parker Solar Probe

Sonda Parker Solar Probe przeszła przez pierwsze peryhelium (punkt znajdujący się najbliżej Słońca) swojej misji, ustanawiając jednocześnie nowy rekord w prędkości pojazdu kosmicznego.


Wizualizacja Parker Solar Probe /materiały prasowe

Misja Parker Solar Probe rozpoczęła się 12 sierpnia 2018 o godzinie 09:31 CEST. Rakieta Delta IV Heavy umieściła sondę na bardzo eliptycznej trajektorii, której peryhelia będą z czasem przebiegać coraz bliżej Słońca. Pierwsze z nich zostało osiągnięte 6 listopada 2018 roku. Wówczas sonda znalazła się w odległości około 25,4 miliona kilometrów od naszej gwiazdy.

Podczas pierwszego peryhelium Parker Solar Probe osiągnęła prędkość ponad 95,33 km/s. Jest to nowy rekord prędkości poruszania się statku kosmicznego. Poprzedni rekord prędkości heliocentrycznej, liczonej względem Słońca, wyniósł 68,6 km/s. Ten rekord został ustanowiony 16 kwietnia 1976 roku przez sondę Helios 2.

Dwa kolejne peryhelia Parker Solar Probe nie będą się różnić w parametrach (oraz prędkości) od pierwszego. Dopiero pod koniec stycznia 2020 roku sonda zbliży się na odległość ok 19,4 mln kilometrów od Słońca. Wówczas jej maksymalna prędkość wyniesie 109 km/s.

Co ciekawe, wyniki badań z pierwszego peryhelium sondy otrzymamy dopiero za kilka tygodni. Aktualnie sonda znajduje się w niedogodnym położeniu względem Ziemi i Słońca, co praktycznie uniemożliwia przesyłanie danych.

Sonda Parker Solar Probe będzie prowadzić pomiary korony słonecznej. Badania będą wykonywane z coraz większych zbliżeń do Słońca, aż do rekordowo bliskiej odległości 6,2 milionów kilometrów od fotosfery. Przed ogromnymi temperaturami sondę będzie chroniła specjalna osłona termiczna skonstruowana przez inżynierów z Applied Physics Laboratory.

Projekt misji, zaakceptowany przez NASA w 2008 roku, zakładał jej rozpoczęcie już w roku 2015, jednak został przesunięty na lato 2018 roku. W ciągu 7 lat po starcie będzie następowało dostosowanie orbity heliocentrycznej do wymagań misji. Do czasu, aż sonda znajdzie się na ostatecznej orbicie w 2024 roku, wykona 7 przelotów obok Wenus i obiegnie Słońce 24 razy.


5 listopada 2018 r.

Rosyjski kosmiczny silnik atomowy. Przełom w lotach w kosmos.

Dzięki rosyjskiej technologii możliwe staną się loty kosmiczne na znacznie większą odległość niż dotychczas. Celem są najdalsze planety naszego układu.


Rosjanie pracują nad nowym kosmicznym silnikiem (flickr.com, Fot: Markus S. Hohenwarter)

Rosjanie od 2010 roku pracują nad kosmicznym jądrowym silnikiem. Teraz firma Roskosmos pochwaliła się, że system chłodzenia powstający z myślą o tej technologii pomyślnie przeszedł testy naziemne – informuje serwis rp.pl. Próby odbyły się w warunkach zbliżonych do panujących w kosmosie.

System chłodzenia jest w całym silniku sprawą kluczową. To on sprawia, że podczas długich lotów elementy nie przegrzewają się. A rosyjski kosmiczny silnik atomowy ma sprawić, że możliwe staną się dalekie loty, nawet do najdalszych planet naszego układu.

Na razie nie wiadomo, ile pieniędzy pochłonęła produkcja silnika. Nieznana jest też data jego ukończenia. Skoro jednak pomyślnie udało się przejść testy, możemy domniemywać, że prace idą w dobrym kierunku.

Kosmiczny silnik atomowy nie tylko pozwoliłby na głębszą eksplorację kosmosu, ale też skrócił czas mniej odległych podróży.


4 listopada 2018 r.

Odkryto nową “cząstkę widmo”?

Naukowcy próbują ustalić, czy w Wielkim Zderzaczu Hadronów (LHC) wykryto nową, dziwną cząstkę elementarną nazywaną “cząstką widmo”.


Naukowcy odkryli nową cząstkę elementarną? /123RF/PICSEL

Korzystając z detektora CMS (Compact Muon Solenoid) uczeni wychwycili sygnał, który może pochodzić od cząstki o podwójnej masie atomu węgla. Ponieważ istnienia tej cząstki nie przewidują żadne obowiązujące teorie, może wywołać sporo zamieszania w świecie nauki.

– Teoretycy są podekscytowani, a eksperymentatorzy sceptyczni. Jako fizyk muszę być krytyczny, ale jako autor tej analizy zachowuję pewien optymizm – powiedział Alexandre Nikitenko, fizyk-teoretyk z zespołu pracującego przy CMS.

Nowe odkrycia sugerują gromadzenie się mionów (bardzo ciężkich elektronów) w detektorze CMS. Cząstki te dysponują prawdopodobnie masą 28 GeV, która stanowi ok. 1/4 masy bozonu Higgsa (na poziomie 125 GeV).

Może zająć kolejny rok zanim naukowcy potwierdzą, czy cząstka jest prawdziwa, czy nie, ale nawet jeżeli istnieje, to niekoniecznie łamie prawa fizyki. Jest jednak wysoce egzotyczna, bo ma masę, której się nie spodziewano.


Naukowcy odkryli nową cząstkę elementarną? /123RF/PICSEL

We wrześniu naukowcy wykryli kosmiczne neutrina o bardzo wysokiej energii, których istnienie jest “sprzeczne z Modelem Standardowym”. W marcu z kolei pojawiły się doniesienia o skyrmionach, egzotycznych cząstkach o właściwościach podobnych do błyskawic. To tylko potwierdza, że świat cząstek elementarnych jest pełen tajemnic.


12 września 2018 r.

A może jednak Pluton jest planetą?

Spór o to, czy Pluton jest dziewiątą planetą Układu Słonecznego, czy też jedną z tak zwanych planet karłowatych, ma szansę znów się rozpalić. Wszystko za sprawą artykułu naukowców z kilku amerykańskich instytutów badawczych, którzy na łamach czasopisma “Icarus” przekonują, że decyzja o odebraniu Plutonowi miana planety była niesłuszna.


A może jednak Pluton jest planetą? /NASA

Eksperci Międzynarodowej Unii Astronomicznej uznali w 2006 roku, że Pluton nie spełnia koniecznych warunków między innymi dlatego, że nie dominuje grawitacyjnie na całej swej orbicie i nie oczyścił jej z innych, względnie masywnych obiektów. Autorzy najnowszej publikacji twierdzą, że to kryterium nie ma żadnego naukowego uzasadnienia.

Decyzja o pozbawieniu Plutona zaszczytnego miana od początku wywoływała kontrowersje. Szczególnie nie podobała się Amerykanom, bowiem odbierała im jedyną planetę odkrytą przez ich rodaka, Clyde’a Tombaugha. Głosy, by sprawę jeszcze raz przemyśleć, nasiliły się szczególnie trzy lata temu po przelocie obok Plutona sondy New Horizons. Niezwykłe zdjęcia powierzchni Plutona, jego księżyców i śladów jego atmosfery były dla wielu najlepszym dowodem na to, że dopuszczono się wobec niego istotnej niesprawiedliwości. Międzynarodowa Unia Astronomiczna (IAU), jedyne ciało formalnie uprawnione do nadawania oficjalnych nazw obiektom kosmicznym, nie wzięła jednak tych opinii pod uwagę.

Tym razem Amerykanie stosują nieco inną taktykę. Nie wskazują na nowo odkryte cechy Plutona, ale zwracają uwagę na mało naukowe podstawy decyzji z 2006 roku. IAU podkreślała wtedy, że Pluton podlega grawitacyjnym wpływom Neptuna, a jego orbita przecina wypełniony lodowymi i skalnymi kosmicznymi okruchami pas Kuipera.

Philip Metzger z University of Central Florida w Orlando, Kirby Runyon z Johns Hopkins University Applied Physics Laboratory w Laurel w stanie Maryland, wraz z Markiem Sykesem z Planetary Science Institute i Alanem Sternem z Southwest Research Institute pokazują, że w literaturze naukowej z ostatnich ponad 200 lat praktycznie nikt takiego kryterium nie stosował. Argument o tym, że planeta musi oczyszczać swoją orbitę, pojawił się dokładnie raz, w pracy naukowej z 1802 roku, ale sposób rozumowania, który mu towarzyszył, nie przetrwał próby czasu.

Jak podkreśla Metzger, nawet księżyce takie, jak krążący wokół Saturna Tytan czy okrążająca Jowisza Europa, były przez astronomów rutynowo nazywane planetami. “Definicja zastosowana przez IAU oznacza, że tak fundamentalny obiekt astronomiczny jak planeta, miałby być określany w oparciu o koncepcję, której nikt nie bierze pod uwagę w badaniach” – dodaje. “Mamy tymczasem dobrze ponad sto współczesnych przykładów, kiedy astronomowie używają pojęcia planety sprzecznie z definicją IAU. Stosują je bo jest praktycznie” – tłumaczy. “Definicja Unii jest do tego wszystkiego jeszcze niechlujna” – mówi Metzger. “Oni właściwie nie określili, co miałoby oznaczać owo oczyszczanie orbity. Jeśli potraktować to literalnie, to w ogóle nie ma żadnych planet, bo planety wcale swoich orbit nie oczyszczają” – zauważa.

Zdaniem autorów pracy, definicja planety powinna być oparta na jej wewnętrznych właściwościach, a nie na tych cechach, które mogą się zmienić, jak choćby parametry jej orbity. Dynamiczne własności nie są stałe, oznaczają to, co w danej chwili z planetą się dzieje, podkreśla Metzger i sugeruje, że miano planety powinny mieć te ciała niebieskie, które są wystarczająco duże, by grawitacja mogła nadać im kulisty kształt.

“To nie byłaby przy tym taka przypadkowa definicja, taka sytuacja oznacza bowiem, że wewnątrz takiego ciała niebieskiego mogą pojawić się aktywne procesy geologiczne” – dodaje Metzger. “Pluton ma podziemny ocean, składającą się z kilku warstw atmosferę, organiczne cząsteczki i układ wielu księżyców, jest bardziej dynamiczny i żywy, niż Mars. W naszym Układzie bardziej złożoną geologie ma tylko Ziemia” – wyjaśnia.

Trzy lata temu w obliczu emocjonalnych głosów naukowców i miłośników astronomii, zachwyconych lodowym sercem Plutona, Międzynarodowa Unia Astronomiczna pozostała niewzruszona. Zobaczymy, czy teraz, oskarżona o brak logiki, zmięknie.


27 sierpnia 2018 r.

Kałasznikow CV-1 – rosyjski konkurent dla Tesli

Rosyjska marka kojarzona z produkcji słynnego na cały świat karabinka AK zaprezentowała swój koncept elektrycznego samochodu.


CV – 1 jest obecnie w bardzo wczesnej fazie planowania /materiały prasowe

Model CV – 1 wygląda jak współczesna wariacja na temat klasycznego samochodu Iż-21 252 kombi, produkowanego w Rosji w latach 1973-1997.

Za napęd pojazdu ma posłużyć innowacyjny akumulator o pojemności 90 kWh. Ma się to przełożyć bezpośrednio na sporą moc dochodząca do 300 KM i przyspieszenie rzędu 6 sekund do 100 km/h. Przewidywany zasięg rosyjskiego elektryka ma wynosić 350 kilometrów przy pełnym naładowaniu.

Pomimo, że CV – 1 jest obecnie w bardzo wczesnej fazie planowania, to rosyjski producent ma spore aspiracje związane z rynkiem samochodów elektrycznych. Przedstawiciele firmy są pewni, że technologiczne rozwiązania dostępne w modelu będą mogły śmiało konkurować z największymi liderami w branży.


Elektryczny koncept nawiązuje wyglądem do modelu Iż-21 252 kombi /materiały prasowe

Czy takie założenia wystarczą by faktycznie móc zagrozić amerykańskiej Tesli? Trudno spekulować, gdyż na obecną chwilę nie wiadomo nic na temat wyposażenia samochodu, a także jego ceny.


25 sierpnia 2018 r.

Na Księżycu faktycznie występuje lód wodny

W pobliżu biegunów Księżyca znaleziono ślady lodu wodnego. Jego ilości nie są duże, ale powinny wystarczyć do opłacalności zbudowania bazy na Srebrnym Globie.


Na Księżycu może występować woda – to już pewne/ NASA

Większość osób zakłada, że gdybyśmy chcieli skolonizować Księżyc, musielibyśmy zabrać tam ze sobą wodę lub przynajmniej aparaturę pozwalającą przeprowadzić odpowiednie reakcje chemiczne. Okazuje się jednak, że tak wcale być nie musi.

Bez ochronnej atmosfery lód wodny na powierzchni Księżyca zamieniłby się w gaz, gdyby tylko pada na niego światło słoneczne. W związku z tym dr Shuai Li z Hawajskiego Instytutu Geofizyki i Planetologii spojrzał na dno kraterów w pobliżu północnego i południowego bieguna – to jedyne miejsca, w które nigdy bezpośrednio nie dociera światło słoneczne.

Przestrzenie te zwane zimnymi pułapkami są najtrudniejszymi regionami Księżyca do badania, między innymi dlatego, że znajdują się w stałym zacienieniu. Badania przy pomocny NASA Moon Mineralogy Mapper wykazały, że pokłady lodu wodnego znajdują się w odległości 20O od bieguna. Tylko 3,5 proc. zimnych pułapek daje sygnał lodu wodnego, ale niektóre mogą zawierać aż 30 proc. wody.


Na Księżycu występuje lód wodny/ NASA

Lód został znaleziony także na Ceres i – co szczególnie zaskakujące – w pobliżu biegunów Merkurego, pomimo piekielnych upałów panujących na planecie. W związku z tym, odkrycie Li nie jest całkowitym zaskoczeniem. Już wcześniej sugerowano, że lód na Księżycu faktycznie występuje, mimo iż bezpośrednie dowody ujawniające jego obecność pozostają nieuchwytne.


24 sierpnia 2018 r.

Przełom w badaniach antymaterii

Naukowcy CERN osiągnęli kolejny kamień milowy w badaniu antymaterii – po raz pierwszy zaobserwowali światło emitowane przez wzbudzony atom antywodoru.


Obserwacje antymaterii wciąż wzbudzają zainteresowanie fizyków /materiały prasowe

Fizycy z projektu ALPHA po raz pierwszy w historii zaobserwowali serię Lymana alfa dla antywodoru. To odkrycie rozszerza naszą wiedzę na temat antymaterii, a także otwiera drzwi do nowych obserwacji wszechświata.

W antymaterii rolę elektrony pełni pozyton, który ma taką samą masę, ale przeciwny (dodatni) ładunek. Chociaż antymateria jest niezwykle rzadka we wszechświecie, pozytony można znaleźć stosunkowo łatwo – ich źródłem może być sód-22. Właśnie tego izotopu użyli naukowcy ALPHA, po czym doprowadzili do interakcji pozytonów z antyprotonami.

Uzyskaną antymaterię bombardowano impulsami lasera, dzięki czemu doszło do emisji fotonów – identycznych jak w przypadku zwykłej materii. Przejście energii z jednego poziomu na drugi jest kwantowane, co oznacza, że zawsze ma tę samą wartość, więc emitowany foton serii Lyman alfa zawsze będzie wyglądał tak samo.

– Jesteśmy podekscytowani tym wynikiem. Przejście Lyman alfa jest bardzo trudne do zbadania, nawet w normalnym wodorze – powiedział Jeffrey Hangst, rzecznik eksperymentu ALPHA.


21 sierpnia 2018 r.

Samoloty na olej? Biopaliwa mogą stać się popularniejsze

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych pracuje nad tym, aby biopaliwa stały się popularniejsze jako alternatywa energetyczna dla samolotów. Niestety, aby tak się stało, trzeba wprowadzić solidne ulepszenia.


Boeing 777x /materiały prasowe

Pierwszy lot samolotem napędzanym przez biopaliwo odbył się już 10 lat temu. Paliwo lotnicze, które wykorzystuje inną technologię jest w stanie produkować nawet do 80% mniej dwutlenku węgla, który przyczynia się między innymi do globalnego ocieplenia.

Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych chce, aby w 2020 roku linie lotnicze wykonały więcej kursów korzystając z biopaliw. Do 2025 roku około miliarda pasażerów zostanie przewieziona w sposób, który gwarantuje niższą emisję dwutlenku węgla. Na ten moment umowy na dostawy biopaliw posiada zaledwie 8 firm lotniczych.

Na całe szczęście, aby samolot mógł wykorzystać nowe paliwo nie trzeba go w znaczący sposób modyfikować. Sam olej wlewany do baku musi jednak być ulepszony 20 lub nawet 50 – krotnie.

Nie będzie można się więc dziwić, jeśli na niebie pojawią się samoloty … hybrydowe.


21 sierpnia 2018 r.

Niepokojące zachowanie rosyjskiego satelity. To tajna broń kosmiczna?

Tajemniczy rosyjski satelita wywołał alarm w Stanach Zjednoczonych po tym, jak zaczął dziwnie się zachowywać. Zdaniem Departamentu Stanu USA, może to świadczyć o tym, że Rosjanie opracowują broń w przestrzeni kosmicznej.


Wyścig zbrojeń w kosmosie nie zwalnia /123RF/PICSEL

“Nie wiemy na pewno, co to jest i nie ma sposobu, aby to zweryfikować”- powiedziała Yleem Poblete z Departamentu Stanu na konferencji dotyczącej rozbrojenia, która odbyła się 14 sierpnia. Rosja skomentowała te uwagi jako “bezpodstawne oszczerstwa oparte jedynie na podejrzeniach”.

Rosyjski satelita został uruchomiony w październiku zeszłego roku. Poblete dodała, że zachowanie satelity było niespójne z tym, co obserwowano wcześniej w przestrzeni kosmicznej oraz, że “intencje w odniesieniu do tego satelity są niejasne”. Poblete utrzymuje, że Stany Zjednoczone mają poważne obawy, że Rosja opracowuje broń anty-satelitarną.

Rosyjski dyplomata, Alexander Deyneko, powiedział agencji prasowej Reuters, że komentarze te to bezpodstawne oszczerstwa. Tym samym wezwał USA do wniesienia wkładu w rosyjsko – chiński traktat, który ma na celu zapobieganie wyścigowi zbrojeń w kosmosie.

Bronie kosmiczne mogą być zaprojektowane tak, by powodowały uszkodzenia w bardziej subtelny sposób niż tradycyjne uzbrojenie. Mogą to być lasery lub częstotliwości mikrofalowe, które są zdolne po prostu zatrzymać działanie satelity na pewien czas, albo wyłączyć go na stałe, nie niszcząc go, ani nie powodując zakłóceń.

Dodatkowo, rzecznik brytyjskiego Ministerstwa Obrony powiedział, że nie może potwierdzić ani zaprzeczyć śledzeniu rosyjskich satelitów. “Wielka Brytania ściśle współpracuje z międzynarodowymi sojusznikami, w tym ze Stanami Zjednoczonymi, aby wzmocnić odpowiedzialne i bezpieczne zachowania w kosmosie” – stwierdził.

Sytuacja w kosmosie staje się coraz bardziej napięta. W ostatnim czasie wiceprezydent Stanów Zjednoczonych oświadczył, że USA planuje stworzenie specjalnej kosmicznej jednostki wojskowej, aby zapewnić mocarstwu dominację w przestrzeni kosmicznej.


19 sierpnia 2018 r.

Tajemnicza “ściana” na granicy Układu Słonecznego

Sonda New Horizons pomogła naukowcom zbadać tajemniczy region na granicy Układu Słonecznego.


Nowe odkrycie sondy New Horizons /NASA

Region ten znajduje się 100 razy dalej od Słońca niż Ziemia. Jest miejscem, w którym nienaładowane atomy wodoru z przestrzeni międzygwiazdowej spotykają się z naładowanymi cząstkami pochodzącymi ze Słońca. W punkcie, w którym dochodzi do ich interakcji – zwanym heliopauzą – powstaje coś na kształt “ściany” rozpraszającej wszelkie promieniowanie ultrafioletowe.

30 lat temu sondy Voyager 1 i Voyager 2 wykryły tę ścianę, a teraz sonda New Horizons znalazła nowe dowody potwierdzające jej istnienie. Detekcja “ściany” była możliwa dzięki spektrometrowi Alice UV dokonującemu pomiarów w latach 2007-2017. Stwierdzono emisję ultrafioletową znaną jako linia Lyman-alfa, która powstaje, gdy cząsteczki słoneczne uderzają w atomy wodoru.

Ta ultrafioletowa poświata jest widoczna w całym Układzie Słonecznym. Ale w heliopauzie pojawia się dodatkowe źródło wodoru, które przekłada się na intensywniejszą poświatę. Właśnie to zjawisko może potwierdzać istnienie ściany wodoru w pobliżu miejsca, w którym wiatr słoneczny trafia na wiatr międzygwiezdny.


Najbliższe otoczenie Słońca /NASA

Teoria nie jest jeszcze ostateczna. Astronomowie nie wykluczają obecności innego źródła światła ultrafioletowego, którego nie brali do tej pory pod uwagę.


14 sierpnia 2018 r.

Bardzo bliski przelot planetoidy 2018 PD20

Doszło do bardzo bliskiego przelotu planetoidy 2018 PD20. Minimalny dystans do Ziemi wyniósł zaledwie 34,5 tysiąca kilometrów.


Średnicę 2018 PD20 wyznaczono na około 10-15 metrów /materiały prasowe

Maksymalne zbliżenie planetoidy 2018 PD20 do Ziemi nastąpiło 10 sierpnia około godziny 16:30 CEST. W tym momencie obiekt znalazł się w odległości około 34,5 tysięcy kilometrów od naszej planety. Odpowiada to 0,09 średniego dystansu do Księżyca. Jest to odległość porównywalna z satelitami umieszczonymi na orbicie geostacjonarnej (GEO).

Średnicę 2018 PD20 wyznaczono na około 10-15 metrów. Jest to obiekt nieco mniejszy od bolidu czelabińskiego, którego średnicę oszacowano na 17 – 20 metrów. Podobnie jak bolid czelabiński, 2018 PD20 nie został wykryty przed zbliżeniem do Ziemi.

Jest to przynajmniej 37 wykryty bliski przelot planetoidy lub meteoroidu w 2018 roku. W 2017 roku takich wykrytych przelotów było 53. W 2016 roku wykryto przynajmniej 45 bliskich przelotów, w 2015 roku takich odkryć było 24, a w 2014 roku 31. Z roku na rok ilość odkryć rośnie, co jest dowodem na postęp w technikach obserwacyjnych oraz w ilości programów poszukiwawczych, które niezależnie od siebie każdej pogodnej nocy “przeczesują” niebo. Pracy jest dużo, gdyż prawdopodobnie planetoid o średnicy mniejszej od 20 metrów może krążyć w pobliżu Ziemi nawet kilkanaście milionów.

Ten rok obfituje w bliskie przeloty większych planetoid obok Ziemi. Pierwszym było zbliżenie dużej planetoidy 2018 AH. Ten obiekt ma średnicę około stu metrów, a jego wykrycie nastąpiło dopiero po przelocie obok Ziemi. Z kolei 15 kwietnia doszło do przelotu planetoidy 2018 GE3 o średnicy około 70 metrów. Miesiąc później, 15 maja również doszło do bliskiego przelotu planetoidy 2010 WC9 o średnicy około 70 metrów. Na początku czerwca doszło do wykrycia meteoroidu 2018 LA, który zaledwie kilka godzin później wszedł w atmosferę.


13 sierpnia 2018 r.

Odkryto najdalszą znaną nam galaktykę radiową

Astronomowie odkryli najdalszą galaktykę radiową w znanym nam wszechświecie. Jej światło dociera do nas z odległości ponad 12,7 mld lat świetlnych. Galaktyka istniała już, gdy wszechświat miał zaledwie 7 proc. swojego obecnego wieku.


Najstarsza znana nam galaktyka radiowa liczy 12,7 mld lat /123RF/PICSEL

O szczegółach odkrycia możemy przeczytać w “Monthly Notices of the Royal Astronomical Society”. Galaktyki radiowe stanowią szczególną klasę aktywnych galaktyk, których supermasywne czarne dziury znajdujące się w centrum emitują ogromne ilości materiałów. Ruch cząstek emituje fale radiowe, które docierają do Ziemi. Niektóre z galaktyk radiowych mogą być tysiąc razy jaśniejsze niż Droga Mleczna w zakresie tylko fal radiowych.

Energia napędzające ten mechanizm pochodzi z akrecji materiału przez supermasywną czarną dziurę. Galaktyki radiowe są w rzeczywistości niezwykle rzadkie, więc odkrycie kolejnego obiektu tego typu zawsze budzi zainteresowanie świata nauki. Odnalezienie galaktyki radiowej z pierwszego miliarda lat wszechświata to wydarzenie wyjątkowe.

– To bardzo zaskakujące, w jaki sposób te galaktyki zbudowały swoją masę w tak krótkim czasie. Niesamowite jest znalezienie takich obiektów z początków historii wszechświata, gdy supermasywne czarne dziury formowały i rozwijały się bardzo szybko – powiedział Aayush Saxen z Obserwatorium w Leiden, główny autor odkrycia.

Niezwykła galaktyka została po raz pierwszy zaobserwowana za pomocą Giant Metrewave Radio Telescope (GMRT) w Indiach, a jej istnienie zweryfikowano za pomocą teleskopu Gemini North na Hawajach. Poprzedni rekordzista, odkryty w 1999 r., jest o ok. 150 mln lat starszy od tego obiektu.


5 marca 2018 r.

Wiemy, jakie organizmy mogą przetrwać na Enceladusie

Enceladus – jeden z księżyców Saturna – od dłuższego czasu jest uważany za miejsce w Układzie Słonecznym, w którym może istnieć życie. Teraz naukowcy zidentyfikowali organizmy, które byłyby w stanie tam przetrwać.


Czy na Enceladusie może istnieć życie? /NASA

Badania opublikowane przez Uniwersytet Wiedeński opisują konkretny mikroorganizm, który występuje w głębinach wybrzeży Japonii. Ten organizm to Methanothermococcus okinawensis, który jest w stanie przetrwać w warunkach temperatury, ciśnienia i składu chemicznego pod lodową powierzchnią Enceladusa.

Naukowcy uważają, że metan wykrywany w pióropuszach Enceladusa może być produkowany przez mikroorganizmy, szczególnie metanogeny, takie jak Methanothermococcus okinawensis.

– Część metanu obecnego na Enceladusie może być pochodzenia biologicznego. Jesteśmy pierwszymi, którzy badają, czy mikroorganizmy mogłyby wytwarzać metan w tych warunkach – powiedział dr Simon Rittman z Uniwersytetu Wiedeńskiego, główny autor badań.

W wyniku przeprowadzonych eksperymentów okazało się, że warunki panujące na Enceladusie nie są straszne Methanothermococcus okinawensis. Organizm zbliżony do odkrytego u wybrzeży Japonii równie dobrze może występować pod powierzchnią Enceladusza i tam wytwarzać metan.

Poczynione odkrycia wcale nie potwierdzają, że Enceladus nadaje się do zamieszkania. To wyjątkowo niedostępne miejsce w Układzie Słonecznym, które jednak może sprzyjać rozwojowi ekstremalnych form życia.


4 marca 2018 r.

Chiny przeprowadziły testy hipersonicznego ciężkiego bombowca

Silna rywalizacja między mocarstwami nakręca wyścig zbrojeń i przyspiesza prace nad nowymi technologiami militarnymi. Największym zainteresowaniem cieszą się obecnie pociski i samoloty osiągające prędkość hipersoniczną, które potrafią uderzyć w dowolny cel w niezwykle krótkim czasie i przedrzeć się przez systemy obrony powietrznej.


Chiny zamierzają zostać światowym liderem w hipersonicznym wyścigu zbrojeń /materiały prasowe

Chiny intensywnie pracują nad technologią hipersoniczną. Tamtejsze media podają, że naukowcy z Chińskiej Akademii Nauk przeprowadzili udany test pomniejszonej wersji samolotu w tunelu aerodynamicznym przy prędkościach rzędu 5-7 Mach, czyli od 6120 km/h do około 8600 km/h. I-plane to koncepcja superszybkiego dwupłatowca, który mógłby pokonać trasę Pekin – Nowy Jork w około dwie godziny.

Z przeprowadzonych kalkulacji wynika, że hipersoniczny samolot I-plane wielkości Boeinga 737 mógłby przewozić ładunek o masie 5 ton lub 50 pasażerów. Jak powiedział anonimowo jeden z pracowników projektu, I-plane może służyć jako samolot dostawczy, albo hipersoniczny ciężki bombowiec. Co więcej, ten sam zespół badawczy pracuje obecnie nad zaawansowaną bronią hipersoniczną, a przyszłe testy nowego samolotu mogą odbyć się na zewnątrz.

Chiny zamierzają zostać światowym liderem w hipersonicznym wyścigu zbrojeń. Głównym rywalem są tu Stany Zjednoczone, które pracują nad podobnymi projektami, np. SR-72. Superszybkie samoloty wojskowe pozwolą dokonać skutecznej penetracji systemów obrony rakietowej. Przy okazji ponownie przekonujemy się, że zaawansowane technologie w pierwszej kolejności są militaryzowane, a dopiero potem przechodzą do cywila.


6 stycznia 2018 r.

Chiny wylądują po “ciemnej stronie” Księżyca

Chiny planują pierwsze lądowanie po drugiej stronie Księżyca w historii.


Chiny chcą być pierwsi po drugiej stronie Księżyca /materiały prasowe

Misja nazwana Chang’e 4 będzie czwartą chińską misją na Księżyc, po dwóch lotach orbitalnych w 2007 i 2010 r. oraz lądowaniu łazika w 2013 r. Wiele państw planowało lądowanie po drugiej stronie Księżyca (m.in. USA i Rosja), ale do tej pory żadne z nich się na to nie zdecydowało.

– Chińczycy przesuwają granice z tak trudną technicznie misją – powiedział Biran Harvey, specjalista od misji kosmicznych.

Misja Chang’e 4 będzie podzielona na dwie części. Pierwszą ma stanowić satelita przekaźnikowy, który najprawdopodobniej zostanie wystrzelony w czerwcu bieżącego roku. Ponieważ druga strona Księżyca nie jest widoczna z Ziemi, potrzebny jest satelita przekaźnikowy do nawiązania komunikacji z naszą planetą. Lądowanie na powierzchni Srebrnego Globu ma odbyć się jeszcze przed rozpoczęciem 2019 r.

Chang’e 4 został zaprojektowany jako wsparcie dla Chang’e 3, częściowo udanego lądownika i łazika, który wylądował na Księżycu w 2013 r. Misja Chang’e 4 będzie obejmować najprawdopodobniej lądownik i łazik. Szczegóły tej niezwykle ambitnej misji nie zostały jeszcze ujawnione.

Księżyc jest ściśle związany z naszą planetą, więc jedna jego strona jest zawsze zwrócona w kierunku Ziemi. Oznacza to, że nigdy nie dostrzeżemy drugiej strony – często nieprawidłowo nazywanej “ciemną stroną”. Obie strony Księżyca otrzymują równe ilości światła podczas okrążania Ziemi. Jest tam jednak “ciemno” jeżeli chodzi o sygnały radiowe. Gdyby naukowcom udało się umieścić radioteleskop po drugiej stronie Księżyca, możliwe byłoby uzyskanie niesamowitych, niezakłóconych w żaden sposób, kosmicznych krajobrazów.

Ostatecznym celem Chińczyków jest załogowa misja na Księżyc, która ma odbyć się w latach 30. bieżącego wieku.



   Send article as PDF